Dziwne rzeczy dzieją się w uroczym miasteczku Port Gamble w
stanie Washington. Nastoletnia Katelyn zostaje znaleziona martwa w wannie. Czy
to był nieszczęśliwy wypadek czy samobójstwo? A może doszło do morderstwa? Kto
jest winny? Mieszkańcy miasteczka są do głębi wstrząśnięci. Niezadowolone z
oficjalnych ustaleń, piętnastoletnie bliźniaczki Hayley i Taylor postanawiają
na własną rękę odkryć prawdę o śmierci koleżanki z klasy. W trakcie swego
samozwańczego śledztwa odkrywają prawdę, która jest znacznie bardziej
niepokojąca, niż mogły sobie wyobrażać, i która rzuca światło na inny sekret –
tajemnicę z przeszłości, o której nawet one nie mają pojęcia.
"Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz."
Nastoletni Quentin Jacobsen spędza czas na adorowaniu z
oddali żądnej przygód, zachwycającej Margo Roth Spiegelman. Więc kiedy pewnej
nocy niegrzeczna Margo uchyla okno i, zakamuflowana jak ninja, wkracza na
powrót w jego życie, wzywając go do udziału w tajemniczej i misternie
zaplanowanej przez siebie kampanii odwetowej, Quentin oczywiście podąża za
dziewczyną. Gdy ich całonocna wyprawa dobiega końca i nastaje nowy dzień,
Quentin przychodzi do szkoły i dowiaduje się, że zagadkowa Margo w tajemniczych
okolicznościach zniknęła. Chłopak wkrótce odkrywa, że Margo zostawiła pewne
wskazówki i że zostawiła je dla niego. Podążając jej urywanym śladem, w miarę
zbliżania się do celu Q odkrywa zupełnie inną Margo, niż ta, którą kochał i znał
dotychczas.
"Świat pęka w szwach od ludzi, a każdego z nich możemy sobie
wyobrazić, tylko że nieodmiennie tworzymy sobie o nich niewłaściwe wyobrażenia."
Oryginalny tytuł: The Statistical
Probability of Love at First Sight
Autor: Jennifer
E. Smith
Tłumaczenie: Beata
Hrycak
Seria: Powieść
bez kontynuacji
Wydawca: Bukowy
Las
Liczba stron: 224
Moja ocena: 8/10
"W końcu to nie zmiany łamią człowiekowi serce, tylko to, co dobrze
znane."
Co myślisz o miłości od pierwszego myślenia? Kompletna
bzdura, wymysł niespełnionych romantyków, czy może coś, co zdarza się na co
dzień? Czy w ciągu ułamka sekundy możemy jednoznacznie stwierdzić, czy jesteśmy
w stanie obdarzyć kogoś bezgraniczną miłością? Takie przekonanie chyba
przychodzi z czasem… Przynajmniej tak myślała Hadley. A wystarczyły tylko 24
godziny, żeby zmieniła swoje zdanie o 180 stopni.
„Współczesność (…) specjalizuje
się w bitwach, w których nikt nie traci niczego szczególnie wartościowego, poza
być może życiem.” [s.154]
Ostatnio w literaturze młodzieżowej pojawił się nowy nurt –
pisanie o śmierci. Przyznacie, nie jest to temat na powieść rozrywkową.
Generalnie jest to dobry sposób na wyciśnięcie łez czytelnika, co odbije się na
jego opinii. Przecież książka wywołująca tak silne emocje nie może być zła,
prawda? Problem tkwi w tym, że książki o takiej tematyce trzeba umieć pisać. Oswajanie ze śmiercią ludzi
wchodzących w dorosłość nie należy do rzeczy łatwych ani przyjemnych, jednak
skuszeni sukcesem Johna Greena autorzy coraz częściej podejmują ten właśnie
temat. W niedalekiej przyszłości możemy się więc spodziewać wysypu literatury
tego typu, ale nie o tym dzisiaj. Tym razem opowiem troszkę właśnie o „Gwiazd
naszych wina” Johna Greena. I tak, będzie to kolejna, a jakże, recenzja
pozytywna.
Pewnie nie raz zastanawialiśmy się, jak to by było móc cofnąć się w czasie, naprawić swoje błędy. Czy zmieniłoby to znacząco bieg historii bieg historii? Czy nasza teraźniejszość w ogóle wyglądałaby tak samo? W każdym razie, pokusa nadal jest ogromna. Szkoda, że to mało możliwe... Ale od czego są książki?
„Ludzie zawsze pragną tego, czego mieć nie mogą albo mieć nie powinni.” [s 49]
Jackson Meyer jest normalnym nastolatkiem; studiuje, ma dziewczynę i... podróżuje w czasie. Ale to nie tak jak w filmach, jego skoki nie zmieniają przyszłości, żadne continuum nie zostaje zniszczone. To tylko nieszkodliwa zabawa.
Do czasu, gdy nieznajomi mężczyźni napadają na niego i ukochaną Holly. Podczas ich walki dziewczyna zostaje śmiertelnie postrzelona, a Jackson w panice przeskakuje dwa lata do tyłu, do roku 2007. Jednak ten skok okazuje się inny niż wszystkie, a Jackson zostaje uwięziony w przeszłości.
Nie mija dużo czasu, a mężczyźni, którzy w 2009 zastrzelili Holly znów go odnajdują. Są członkami organizacji Wrogów Czasu i zrobią wszystko, żeby zwerbować młodego i potężnego podróżnika. Dołącz ... albo zgiń. Jak daleko posunie się Jackson, by uratować Holly i resztę świata?
„Każdym krajem rządzi osoba, która czasem zmuszona jest wysłać żołnierzy na front. Młodzi ludzie mają kogoś, kto ich kocha, rodziców i dzieci, czekających na nich w domach. Ktokolwiek wydaje te rozkazy i ryzykuje ich życiem, podejmuje wykalkulowaną decyzję, rozważa wszystkie za i przeciw, zastanawia się, kosztem ilu istnień uratuje jeszcze więcej ludzi. Potrzebujemy takich osób, pewnie, ale pomyśl, co by było, gdyby każdy musiał rozumować w ten sposób.” [s. 321]
Zarówno motyw podróży w czasie, jak i nastoletniego superbohatera był już wielokrotnie poruszany w literaturze młodzieżowej. Czym więc może zaskoczyć nas Julie Cross? Wbrew pozorom zostawianym przez opis „Burza” nie jest książką nastawioną na romans, gdyż tego znajdziemy tutaj raczej niewiele. Autorka w znacznie większym stopniu skupiła się na przebiegu akcji, więc już od pierwszej strony wciąga czytelnika. Wydarzenia następują po sobie w tempie natychmiastowym, dzięki czemu nie ma takiej chwili, gdzie kompletnie nic się nie dzieje. Główny bohater jest ciągle w ruchu, usiłując wrócić do swojego czasu, a my nie mamy nawet cienia szansy na znudzenie się fabułą.
Także bohaterowie stanowią mocną stronę „Burzy”. Książka pełna jest wyjątkowych osobowości, a na ich czele stoi Jackson. Jak na głównego bohatera przystało, autorka poświęciła mu najwięcej uwagi. Dzięki temu wydaje się on jak najbardziej realistyczny.
Chłopak poznał swoją umiejętność już jakiś czas temu, nadal jest nią zaszokowany i nie bardzo wie, jak ona działa. Mimo, że w „Burzy” pojawia się dość trudne zagadnienie podróży w czasie, to nie potrzeba laureata nagrody z dziedziny fizyki. Początkowo wystarczy geniuszkowaty nastolatek z zapałem do nauki. Tak poznajemy Adama – jak dla mnie, najciekawszą postać w tej książce. Ciężko mi było zapałać sympatią jedynie do Holly, ale to zupełnie inna historia.
„Oświeć nas, o mądra kobieto. Uratuj inne biedne dziewczyny od naszego braku romantyzmu.”
„Burza” nie jest książką ciężką, a wręcz przeciwnie. Skutecznie odcina nas od świata zewnętrznego, wciągając w swój świat. Nie spotkamy tutaj nie wiadomo jakiej intrygi. „Burza” przypomina bardziej film akcji, gdyż Julie Cross opisała sporo scen walki. Do książki wplotła również wątek agentów CIA, co dodatkowo przeważa szalę.
W młodzieżówkach przeważa narracja pierwszoosobowa, tak też przedstawia się „Burza”. Wydarzenia opisuje Jackson Meyer. Dzięki temu znamy przebieg wydarzeń z pierwszej ręki. Autorka zostawiła czytelnikom spore pole do popisu, nie znajdziemy praktycznie żadnych opisów postaci. Czasami przewinie się wzmianka, ze Holly ma blond włosy, ale nic po za tym. Chociaż, z drugiej strony, na opisy nie zostało zbyt wiele miejsca; większość zajmuje po prostu akcja.
Reasumując, „Burza” przypadnie do gustu szczególnie młodzieży, starsi czytelnicy mogą być troszeczkę zawiedzeni, zwłaszcza ci, którzy po książce oczekują czegoś więcej niż wartkiej akcji. Także antyfani paranormalnych romansów odnajdą się w rzeczywistości stworzonej przez Julie Cross. „Burzę” nazwałabym po prostu ciekawą przygodówką z podróżami w czasie jako tematem przewodnim, skutecznie wciągającej w swoją rzeczywistość.
*******
Blog niedawno obchodził swoje pół roku, którą to datę udało mi się skrzętnie przeoczyć. A że lepiej późno niż wcale, więc dzisiaj wieczorem możecie spodziewać się małej niespodzianki...