Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 marca 2014

Krótki kurs kłamania

Źródło
Tytuł: Dziedzictwo
Oryginalny tytuł: Legacy
Autor: C. J. Daughterty
Tłumaczenie: Martyna Bielik
Seria: Akademia Cimmeria
#1 Wybrani
#2 Dziedzictwo
#3 Zagrożeni
Wydawca: Otwarte Moondrive
Liczba stron: 394

Zimne kalkulacje i porywy serca.
Wielka polityka i szkolne troski.
Drugi tom bestsellerowej sagi Wybrani zabierze Was ponownie do najbardziej ekskluzywnej szkoły w Wielkiej Brytanii i odkryje jej kolejne sekrety.
Czy Allie pozna wreszcie największą tajemnicę swojego życia i rozwiąże zagadkę Nocnej Szkoły? Kim jest tajemniczy szpieg działający w Akademii Cimmeria? Czy szkoła jest gotowa na kolejny atak Nathaniela? [źródło: lubimyczytac.pl]

„ – Ta dziewczyna, którą opisałaś, w niczym nie przypomina tej, która teraz przede mną siedzi – stwierdził. – W ogóle jej nie rozpoznaję.
- No cóż, kiedy twoje życie rozpada się na kawałki, czasem rozpadasz się razem z nim. Nigdy ci się to nie przytrafiło?” [s. 206]

wtorek, 7 stycznia 2014

Coraz mniej czasu... ["Sekret Julii", Tahereh Mafi]

Sekret Julii - Tahereh Mafi
Tytuł: Sekret Julii

Oryginalny tytuł: Unravel me
Autor: Tahereh Mafi
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Seria: Dotyk Julii #2
Wydawca: Otwarte Moondrive
Liczba stron: 437
Moja ocena: 8/10

„Dziewczyna.
Tak żądna mocy, że zabiła małe dziecko. Torturowała chłopczyka, który dopiero co nauczył się chodzić. Sprawiła, że dorosły mężczyzna, dysząc, osunął się na kolana. Nie ma nawet na tyle poczucia przyzwoitości, żeby się zabić.
To wszystko prawda.”[s.  17]

Opis z okładki: Julia z Adamem uciekają z kwatery Komitetu Odnowy i trafiają do Punktu Omega, przystani dla dzieci o szczególnych zdolnościach. Wreszcie są bezpieczni. Sielanka zakochanych trwa jednak krótko. Julia poznaje sekret, który może przekreślić ich wspólne marzenia o szczęściu…

sobota, 15 czerwca 2013

Niech runą mury

Tytuł: Requiem
Oryginalny tytuł: Requiem
Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Seria: Delirium
#3 Requiem
Wydawca: Otwarte
Liczba stron: 392
Moja ocena: 9/10

„Taka jest właśnie przeszłość: unosi się, potem osiada i gromadzi się warstwami. jeśli się straci czujność, pogrzebie cię. po części po to właśnie stworzono remdium: dla oczyszczenia. dzięki niemu przeszłość i związany z nią ból stają się odległe jak delikatna impresja na migoczącym szkle.”

poniedziałek, 18 marca 2013

Lepsze niż rzeczywistość

Tytuł: Przez burze ognia
Oryginalny tytuł: Under The Never Sky
Autor: Veronica Rossi
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Seria: Przez burze ognia
#1 Przez burze ognia
#2 Through The Ever Night
#3 Into The Still Blue
Wydawca: Otwarte Moondrive
Liczba stron: 359
Moja ocena: 8/10

„Nikt nigdy nie umarł w Reverie z powodu złamanego serca. Zdrada nigdy nie prowadziła do morderstwa. Takie rzeczy już się nie zdarzały, bo teraz ludzie wiedli życie w Sferach. Mogli doznać wszystkiego, nie ponosząc żadnego ryzyka. Teraz życie było lepsze niż rzeczywistość.” [s. 82]

Coraz więcej osób młodych, nie znajdując w świecie rzeczywistym szczęścia, uciekają do tego wirtualnego. Biorąc pod uwagę rozwój techniki możemy się tylko spodziewać, jak będzie wyglądało życie za kilka lat. Może na zawsze porzucimy świat realny i przeniesiemy się do wirtualnego? Tam wszystko będzie lepsze. Lepsze niż rzeczywistość. Nałożymy na oczy Wizjery i całe dnie będziemy spędzali w wirtualnych światach. Czy tego właśnie chcemy? Czy tak jak ludzie ze świata eterowych burz zamkniemy się we własnych wyobrażeniach?

niedziela, 10 marca 2013

Uciszyć wspomnienia

Tytuł: Pandemonium
Oryginalny tytuł: Pandemonium
Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Seria: #1 Delirium [RECENZJA]
#2 Pandemonium
#3 Requiem
Wydawca: Otwarte 
Liczba stron: 373
Moja ocena: 9/10

„Jeśli jesteś mądry, troszczysz się o innych. A jeśli się troszczysz, to kochasz.” [s.42]
Miłość gra w naszym życiu wielką rolę. To właśnie ona nadaje wszystkiemu kolorów, sprawia, że pragniesz żyć. Brak miłości prowadzi do nieszczęść… A teraz wyobraź sobie, że jednym, prostym zabiegiem możesz zwyczajnie wyłączyć swoje uczucia. Zapomnieć o wszystkich, którzy kiedykolwiek cię zranili… Podoba ci się taki świat? A może chcesz, żeby wszystko zostało jak dawniej? Tak? W takim razie, zapraszamy do ruchu oporu…

„To druga strona wolności: kiedy jesteś zupełnie wolny, jesteś też całkowicie zdany na siebie.” [s.209]

niedziela, 23 grudnia 2012

Słodkie kłamstewka

Tytuł: Kłamczuchy
Oryginalny tytuł: Pretty Little Liars
Autor: Sara Shepard
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Seria: Pretty Little Liars #1
Wydawca: Otwarte
Liczba stron: 278
Moja ocena: 6/10

"Wciąż tu jestem, suki. I wiem o wszystkim."

W każdej społeczności istnieje taka osoba, którą podziwiają wszyscy. Ona ma największy autorytet, jej słowo najbardziej się liczy. Wszyscy marzą, żeby dołączyć do grona jej przyjaciół. Ona jest popularna, i już, to załatwia całą sprawę. Jeśli ona się do ciebie uśmiechnęła, możesz być z siebie zadowolony. Powinieneś być dumny, że ktoś taki w ogóle cię zauważył. I aż nieprawdopodobne, żeby ktoś miał powody, żeby takiej osoby nie lubić…

Alison, szkolna gwiazda znika w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie nie żyje. Po tym wydarzeniu, jej przyjaciółki, Emily, Hanna, Aria i Spencer, oddalają się od siebie. Stają się spokojniejsze, Ali zabrała ze sobą tajemnice, których nie chciałyby ujawnić. Jednak ktoś już się dowiedział. Rok później, dziewczyny zaczynają otrzymywać niepokojące SMS-y. Wydaje się, że anonimowa osoba zna sekrety, które chciały pogrzebać wraz z pamięcią o Ali. Jak dużo są w stanie poświęcić, żeby prawda nie wyszła na jaw?

„Jestem Spencer. (...) Ta druga. (...). Ta, którą trzymają w piwnicy.”

Spencer Hastings to niezwykle ambitna dziewczyna. Jej grafik wypełniony jest po brzegi, a doba wciąż wydaje się za krótka. Jednak pod tą maską idealności kryje się walka. Bitwa pomiędzy nią a siostrą trwa już od dawna, jednak Melissa, jako ta starsza, zawsze była o kilka punktów lepsza. Jest jednak coś, w czym Spencer zwyciężyła. Znowu zaczęło ją coś łączyć z chłopakiem siostry. Znowu, bo to nie pierwszy raz, kiedy zdarzyło się coś takiego.

„Aria: Niespodzianka! Ciekawe, co by o tym powiedziała twoja pluszowa świnka…
A.

Aria Montgomery bardzo chce zapomnieć o przeszłości. Teraz jest dziewczyną z Islandii. W końcu europejska Aria nie widziała swojego ojca zdradzającego żonę ze studentką… Jakby tego było mało, niezależna Aria wybiera się do baru, a tam poznaje mężczyznę. Jednak oboje ukrywają swój wiek i dopiero szkolna rzeczywistość odrywa prawdę…

„Hej, Em
Będę płakać! Ktoś mnie zastąpił! Teraz całujesz kogoś innego!
A.

Z kolei Emily jest taka ułożona, posłuszna, grzeczna. Dziewczyna tego miłego chłopca Bena. Świetnie pływa. To ona najbardziej ze swoich przyjaciółek kochała Alison. A teraz do starego domu Ali wprowadziła się Maya. Dziewczyny świetnie się dogadują, spędzają razem czas. A Emily nie jest już taka pewna swojego związku z Benem…

„Hej Hanna
Od więziennego żarcia strasznie się tyje, więc domyśl się, co powie na to Sean. Tylko nie to!
A.

Jakby nie patrzeć, Hanna mogłaby być nawet zadowolona ze zniknięcia Ali. Teraz ona jest szkolną gwiazdą. Nikt już nie pamięta grubej, nieśmiałej dziewczyny schowanej w cieniu Ali. Ma wszystko, czego chce, ale jak widać i to nie powstrzymuje od pragnienia zdobycia nowych kolczyków od Tiffany’ego…

Seria Pretty Little Liars jest bardzo popularna, w czym niemały wkład miał serial, który powstał na jej podstawie. Z tym wydaniem PLL również się zetknęłam i już po obejrzeniu kilku odcinków miałam pewność, że książki również mi się spodobają. W końcu tak genialny materiał na historię nie mógł zostać zmarnowany, prawda? A jednak, mimo ciekawego tematu czuję się trochę zawiedziona. Pocieszam się jednak tym, że tom pierwszy jest jedynie wprowadzeniem, akcja właściwa (mam nadzieję) rozwinie się dopiero w kolejnych tomach. Chociaż, jakby nie patrzeć, już pod koniec „Kłamczuch” zaczynało być ciekawie.

Kolejną rzeczą, na jaką chciałabym zwrócić uwagę, będzie to, jakiego języka używa autorka. Trzeba jej przyznać, umiejętnie posługuje się językiem młodzieżowym. Dzięki temu jest on lekki w zrozumieniu, a z kolei to sprawia, że książę czyta się w zatrważającym tempie. Miałam jednak wrażenie, że autorka nieco przesadza we wspominaniu wszelakich marek, robiąc z tego jakiś wielki product placement. W końcu, do czego mi wiadomość, że oglądane okulary są od Gucciego? Rozumiem, ze miało to zobrazować przepych, w skrajnych przypadkach rozpieszczenie, ale jednak, co za dużo, to niezdrowo. Ale nawet mimo tego irytującego faktu, strony uciekają bardzo szybko, a my nawet nie zdajemy obie sprawy, ze już wpadliśmy w zagadkę tożsamości ‘A’ i mimowolnie sami zaczynamy się zastanawiać nad możliwym rozwiązaniem. Nadal nie zmienia to faktu, że książka do tych bardziej porywających nie należy, jednak mam nadzieję, że zmieni się to diametralnie w następnych tomach.

Jak widać, pierwszy tom serii Pretty Little Liars ma zarówno plusy, jak i minusy. Sara Shepard nie napisała może jakiegoś wybitnie dobrego kryminału, jednak po przeczytaniu tej części już wiem, co widzą w tej książce pozostali. Atutami jest przede wszystkim niebanalny pomysł na akcję, gorzej z samym jej przeprowadzeniem, jednakże rozumiem, że pierwszy tom miał być tylko i wyłącznie wprowadzeniem, całość rozkręci się dopiero w następnych. To samo z bohaterami – ich zachowania i decyzje może i na kolana nie powalały oraz wydawały się płytkie, ale to chyba także mogę pod to podporządkować. Także teraz daję 6/10, ale liczę na więcej w kolejnym tomie.

Pretty Little Liars:
1. Kłamczuchy
2. Bez skazy
3. Doskonałe
4. Niewiarygodne
5. zepsute
6. Zabójcze
7. Bez serca
8. Pożądane
9. Uwikłane
10. Bezlitosne


Ehh, zdaję sobie sprawę, że w recenzji jest bardzo dużo sprzeczności, ale cóż, nie dało się tego inaczej ująć ;)


sobota, 10 listopada 2012

Jeśli nadejdzie jutro + info o konkursie

Tytuł: 7 razy dziś
Oryginalny tytuł: Before I Fall
Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Wydawca: Otwarte
Liczba stron: 379
Moja ocena: 10/10

„Podobno tuż przed śmiercią całe życie staje człowiekowi przed oczami. W moim przypadku było inaczej.”
Czy kiedykolwiek pragnąłeś cofnąć czas? Czy gdybyś dostał drugą szansę, postąpiłbyś tak samo, a może coś byś zmienił? Zastąpił swoją decyzję jakąś inną, lepszą? Na pewno znajdą się osoby, które na wszystkie te pytania odpowiedzą twierdząco. A wtedy, następnego dnia, postarają się być lepszymi ludźmi. Zmienić coś konkretnego w swojej rutynie, sprawić, żeby ktoś się uśmiechnął, czy nawet przebaczył. Właśnie, jutro jest kolejny dzień... A jeśli ono nigdy nie nadejdzie?
„Fajnie, że wszystko przychodzi nam z taką łatwością. Dobrze wiedzieć, ze możesz zrobić, co tylko zechcesz, i nie spotkają cię za to żadne przykre konsekwencje.” [s. 18]
Samantha Kingston ma wszytko - najbardziej uroczego chłopaka, trzy wspaniałe przyjaciółki i pierwszeństwo we wszystkim w szkole Thomasa Jeffersona, od najlepszego stolika w stołówce po najbardziej pożądane miejsce na parkingu. Piątek dwunastego lutego powinien być kolejnym dniem z jej sielankowego życia.
Jednakże zamienia się on w jej ostatni dzień. Ale wtedy dostaje drugą szansę. Siedem szans. Przeżywając ostatni dzień w ciągu jednego tygodnia, rozwikła tajemnicę swojej śmierci. Odkryje prawdziwą wartość wszystkiego, co może stracić...
„Kto powiedział, że życie ma być sprawiedliwe.” [s. 19]
A owego dnia, w Dzień kupidyna, Sam, jak zwykle, dostaje wiele róż  - swego rodzaju wyznacznika popularności. To ilość doręczonych do danej osoby Valogramów decyduje o tym, czy możemy zjeść lunch przy stoliku najbardziej lubianych. A wśród nich nie ma miejsca dla nadawcy jednej wyjątkowej róży. Prześlicznej, kremowej, od dawnego przyjaciela. Ale Sam nie pamięta już o dawnych znajomych. Teraz, kiedy należy do elitarnej paczki dziewczyn, inni nie są dosyć „cool” żeby się z nią zadawać. Co więcej, Sam nauczyła się tego od swojej przyjaciółki. A nawet trzech.
„Jutro nareszcie będę kimś innym.” [s. 48]
Raczej nie będę zbytnio oryginalna, jeśli napiszę, że główna bohaterka zmienia się podczas trwania powieści. Jednak nie da się ukryć, że jest to głównym tematem książki. Przez sporą część tejże powieści, Sam jawi się jako okropnie samolubna istota, denerwująca mnie dokładnie każdym posunięciem. Nie obchodzą jej uczucia innych, każdego potrafi bez skrupułów zmieszać z błotem, ślepo podążając za grupką swoich przyjaciółek. Na początku książki Sam przypomina dokładnie taki typ dziewczyny, jakiej nie cierpię i której unikam za wszelką cenę. Dlatego też przejście przez pierwszy rozdział było prawdziwą udręką, w końcu nie ma nic gorszego, jak bohater odpychający od książki samym swoim istnieniem. Jednak wciąż powtarzałam sobie, ze ten etap minie, a czytanie znów stanie się przyjemnością. Tak ja przypuszczałam, już w kolejnym rozdziale dziewczyna zaczęła zastanawiać się nad swoim postępowaniem i powoli próbować się zmienić. W tym momencie, tak w głębi duszy, serdecznie podziękowałam autorce za zmieszczenie tego mało chwalebnego etapu w absolutnym minimum, ale na tyle, żeby czytelnik zauważył potężny kontrast pomiędzy Sam z początku i Sam końcówki książki.
„Cały świat to oszuści  -jeden, wielki, jasno świecący szwindel. I za jakiegoś powodu ja za to płacę. To ja umarłam. To mnie uwięziono.” [ s. 151]
Zwracając uwagę na fakt, iż „7 razy dziś” to dopiero debiut Lauren Oliver, jestem pod ogromnym wrażeniem. Każde ze słów autorki układało się w bardzo dokładne obrazy, ukazujące sytuację z każdego dnia w zupełnie nowym świetle. Także każdy z dni, pozornie takich samych, ukazywał się zupełnie inne niż pozostałe, a to dlatego, że autorka umiejętnie odsłaniała przed nami szczegóły, by na ostatnich kartkach nagle wszystko stało się jasne i przejrzyste. Do tego stopnia, że mogłam klepnąć się w głowę i stwierdzić, że mogłam dojść do rozwiązania wcześniej. A pomimo tego, że zakończenia oczywiście się spodziewałam, wciąż potrafiło mi ono przynieść zaskoczenie.
„Czasem boję się zasnąć z powodu tego, co za sobą zostawiam.” [s. 340]
Książki zazwyczaj wywołują we mnie emocje, czasem nawet bardzo silne. Także tutaj zdarzały się momenty, kiedy po prostu musiałam na chwilę przestać czytać i zastanowić się nad tym, co przed chwilą przeczytałam. I to bynajmniej nie dlatego, że odrzuciło mnie głupie zachowanie bohaterów, bo do tego nie mam zarzutów  - tak po prostu musiało być i nie ma innej opcji. Wracając do tematu, książka pani Oliver wywołuje emocje tak silne i zupełnie skrajne – od uśmiechu do smutku, zostawiając we mnie głęboki ślad. Właśnie dlatego jestem pewna,  że „7 razy dziś” zostanie w mojej pamięci na długo. Po za tym, sądzę, że każdy powinien się zapoznać z debiutem Lauren Oliver, chociażby, żeby spojrzeć inaczej na niektóre kwestie.
„Kiedy umierasz, wiele się zmienia, choć  - jak mi się zdaje – umieranie to powodująca największą samotność rzecz, jaką można zrobić.” [s. 224]
Nie dziwię się, że ‘7 razy dziś” niemal od razu zostało okrzyknięte światowym bestsellerem. Książka zdecydowanie na to zasługuje, a to dzięki wyrazistym bohaterom, niebanalnemu pomysłowi na interesującą  przede wszystkim wciągającą fabułę oraz ważnym poruszanym tematem. Śmierć przecież wciąż jest raczej tematem tabu  - nie mówi się o tym głośno. A Lauren Oliver pokazuje, ze śmierć wcale nie musi być straszna, przypominając o tym, że najważniejsze jest to, jak zapamiętają nas inni.


Mogę trochę ponarzekać?
Tak więc, powodem mojej dłuższej nieobecności było nie co innego, jak lektura szkolna. Ktoś powiedziałby, że dla mola książkowego takie coś to pestka. Ale żebym ja tak męczyła się z „Krzyżakami”? Szczerze przyznać, że to było takie... nijakie. Aż przestałam się dziwić, że młodzież nie lubi czytać. W każdym razie, podczas czytania „Krzyżaków” w mojej głowie narodził się pomysł. Sama się zdziwiłam, gdyż takowe jakoś za często mi nie wpadają. A że zdarzył mi się nadprogramowy egzemplarz „Ty, ja i fejs”... Właśnie, postanowiłam sprezentować go komuś z Was.
Tak więc, szykujcie się na konkurs, którego szczegóły wstawię dziś wieczorem ;) 


sobota, 21 kwietnia 2012

"Delirium" Lauren Oliver

Tytuł: "Delirium"
Oryginalny tytuł: "Delirium"
Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Seria: Delirium #1
Wydawca: Otwarte
Liczba stron: 357
Moja ocena: 9/10


„Miłość – jedno słowo, niby nic, nieznaczne jak ostrze noża. Właśnie tym jest: ostrzem, krawędzią. Przechodzi przez środek twojego życia, dzieląc wszystko na pół. Przed i po. Cały świat spada na którąś ze stron.”

„Wolę umrzeć na swój sposób, niż żyć według waszego.”


Czy masz trudności z koncentracją, czujesz suchość w ustach, masz zawroty głowy i czasami dopada Cię dezorientacja? A może często towarzyszą Ci okresy euforii, histeryczny śmiech i zwiększona energia? A następnie zaczyna się dziać z Tobą coś dziwnego, miewasz okresy rozpaczy i apatii? Nagle Twoja zdolność logicznego myślenia zaczyna zanikać, a na jej miejsce wpada zniekształcenie postrzegania rzeczywistości? Jeśli tak, to strzeż się. To objawy amor deliria nervosa – najgroźniejszej choroby ludzkości. „Oto najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija człowieka, gdy go dopada, i wtedy, gdy go omija.” *

Od małego wszyscy wmawiali Lenie, że miłość jest niebezpieczna, że miłość jest chorobą. To z tego powodu matka dziewczyny popełniła samobójstwo. Żeby ograniczyć takie przypadki do minimum, wprowadzono godzinę policyjną, oddzielne szkoły dla chłopców i dziewczyn. Ale chyba największą zmianą okazuje się zastosowanie remedium – obowiązkowego zabiegu uniemożliwiającym odczuwanie emocji, a w tym także miłości. Jeszcze dziewięćdziesiąt pięć dni i Lenę czeka zabieg. Sterylne fartuchy i stół chirurgiczny. Wreszcie będzie bezpieczna. Wreszcie będzie szczęśliwa, wolna od niebezpieczeństw delirii. A co jeśli nagle pojawi się ktoś, kto pokaże, że wszystko, w co do tej pory wierzyła Lena, jest kłamstwem? Czy gdyby miłość była chorobą,  czy chciałbyś się wyleczyć?

Lena to z pozoru zwykła, niczym się nie wyróżniająca nastolatka, a nawet szara myszka. Chodzi do szkoły, spotyka się z przyjaciółką, ma swoje hobby. Z niecierpliwością oczekuje zabiegu, remedium na najstraszliwszą chorobę ludzkości. Dziewięćdziesiąt pięć, dziewięćdziesiąt cztery, dziewięćdziesiąt trzy dni i będzie wreszcie bezpieczna od delirii. Obawy Leny są całkowicie uzasadnione, Lena była mała, kiedy jej matka, jedyna osoba, która ją kochała, popełniła samobójstwo z miłości. Trafiła wtedy pod opiekę ciotki i wuja, swoich niedalekich krewnych. Ma poukładane życie, zawsze słuchała się rozkazów i nigdy nie zwątpiła w skuteczność remedium. Ale wtedy pojawił się Alex, tajemniczy chłopak, podważający autorytet władz i pozytywne skutki remedium. Opowiada dużo o życiu poza miastem, w zakazanej Głuszy, w której wizyta karana jest śmiercią. Ile jest w tym prawdy, a ile to fantazje o lepszym świecie? Świecie, w którym wypowiedzenie słowa „kocham” jest jak najbardziej normalne?

„Delirium” to moje pierwsze spotkanie z Lauren Oliver. Musze przyznać, że wypadło ono znakomicie, a ja nawet po przewróceniu ostatniej kartki mam ochotę na poznanie dalszych losów Leny. Co również oznacza, że bez wątpliwości mogę sięgać po kolejny tom. Dobrze, ja tu się zachwycam, ale nadal nie powiedziałam czym. Po pierwsze, są to na pewno wielowymiarowi bohaterowie. Lena wydaje się typową, szarą myszką wyłącznie na początku. Ślepo słucha się poleceń i prawie nie myśli samodzielnie. Jej nastawienie zmienia się dopiero pod wpływem Aleksa, którego zresztą także polubiłam od pierwszego spotkania (a może uśmiechu?). Skoro już przy uśmiechach jesteśmy, Alex uśmiecha się niewiarygodnie często, a dzięki temu widać, że nie ma mózgu wypranego jak wszyscy mieszkańcy Portland , i że żyje pełnią życia, nie pozwalając smutkom na zbyt długie panoszenie się w sercu. Za to też ogromny plus, a ja wciąż mam nadzieję, że książka skończyła się inaczej...

Książkę teoretycznie można podzielić na nie tylko rozdziały, ale także na dwie, zupełnie różne części. Pierwsza z nich jest niejakim wprowadzeniem do świata po wynalezieniu remedium. Ten fragment ciągnie się przez jakieś osiemdziesiąt stron, czasami tylko napominając o biegu akcji. Ta część często mnie irytowała, była przepełniona wieloma opisami otoczenia i zwyczajów, dodając do tego życie codzienne Leny. Czasami było mi ciężko przez nią przebrnąć, ale gdy już mi się to udało, mogłam bez przeszkód zatopić się w lekturze. W mniej więcej tym momencie akcja zaczyna drastycznie przyspieszać, a nam zaczyna brakować tchu,  by pod koniec osiągnąć apogeum i nie pozwolić nam wypuścić „Delirium” z rąk.

Antyutopie to dla mnie pewnego rodzaju nowość, bo z tym gatunkiem zbyt często się w przeszłości nie spotykałam. Jednak nadal myślę, że nawet osobę, która z tym gatunkiem miała wiele do czynienia, autorka także czymś zaskoczy. Pomijając wiele elementów charakterystycznych dla tego gatunku autorka serwuje nam jeszcze wiele innych, oryginalnych pomysłów. Jednym z nich jest obsadzenie miłości w roli „tego złego”. Przyznaję, nie pomyślałabym o czymś takim, a wręcz wydawało mi się to absurdalne, więc obawiałam się, że ten pomysł zwyczajnie nie wypali. Na szczęście tak się nie stało, a mnie pozostaje mieć nadzieję, że taki scenariusz nigdy nie będzie miał miejsca.

W podsumowaniu jeszcze wspomnę, że „Delirium” czytało mi się nadzwyczaj przyjemnie. Nie poznałam zbyt wielu antyutopii, więc tak jakby większego pola do porównania nie mam, ale pierwszy tom trylogii Lauren Oliver łączy w sobie jeszcze trochę romantyzmu i nutkę dreszczyku emocji, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Dlatego też, polecam „Delirium” każdemu, kto ma ochotę na takie klimaty, a także tym, którzy chcą odpocząć od paranormali. Czy potrzeba większej rekomendacji?


Na trylogię Delirium składają się:
1. "Delirium"
1,5. "Hana"
2. "Pandemonium"
3. "Requiem" 


Za możliwość zanurzenia się w świecie wolnym od miłości dziękuję serdecznie wydawnictwu Otwarte!
 


sobota, 11 lutego 2012

"Crescendo" Becca Fitzpatrick




Tytuł: "Crescendo"
Oryginalny tytuł: "Crescendo"
Autor: Becca Fitzpatrick
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Wydawca: Otwarte
Seria: "Szeptem" część 2
Liczba stron: 395

„Czasami trzeba dopuścić zło, by mogło się to ostatecznie obrócić w dobro.”


Całkiem niedawno miałam okazję przeczytać debiutancką książkę Becci Fitzpatrick „Szeptem” (dla zainteresowanych, recenzja tu).  Dzisiaj (a właściwie wczoraj) przyszedł czas na jej kontynuację zatytułowaną „Crescendo”.  Na początku przyznam, że zbyt wielkich oczekiwań względem tejże części nie miałam, ot, zwykła ‘młodzieżówka” jakich pełno na księgarnianych (w moim przypadku, bibliotecznych) półkach.

Po dosyć hmm… traumatycznych przeżyciach Norze dana została chwila odpoczynku.  Otoczona opieką prywatnego Anioła Stróża nie przewiduje zbliżającego się niebezpieczeństwa. Dodatkowo Patch wydaje się zamieszany w dotąd niewyjaśnioną śmierć ojca Nory, co prowadzi do wybuchu kłótni. Żeby jeszcze bardziej dobić dziewczynę, Patch zaczyna spędzać coraz więcej czasu z wrogiem Nory  - Marcie. Wokół życia Nory pojawia się coraz więcej tajemnic, a ona sama (znowu) nie wie, komu może zaufać…

Bohaterowie w stosunku do „Szeptem” nie zmienili się prawie wcale. Jedyną różnicą jaką wyłapałam było zachowanie głównej bohaterki. Ni z tąd, ni zowąd zaczęła mnie irytować. Nie tyle swoim zachowaniem, raczej przemyśleniami działającymi na zasadzie: myśli jedno, robi drugie. W głowie krąży jej Patch, a przy spotkaniu padają kolejne ostre słowa.  Tutaj się ucieszyłam, Nora nadal potrafi walczyć o swoje. Nie boi się szukać prawdy, jakakolwiek ona by była.
Na szczęście zmiana nie zaszła w Vee, nadal mojej ulubionej postaci. Nadal potrafiła wywołać uśmiech na mojej twarzy. W tej części zaczęłam ją postrzegać także jako prawdziwą przyjaciółkę. Bez względu na wszystko gotowa była rzucić swoje aktualne zajęcie i pędzić na pomoc.

Zawsze mówię, że dobra książka powinna wywoływać emocje. Tutaj autorce się udało, nie raz odczuwałam to samo, co Nora.  Strach zazdrość i może trochę smutku sprawiają, że „Crescendo” czyta się z zapartym tchem, także nierzadko z ciarkami na plecach.

Akcja książki toczy się swoim rytmem, wyśrodkowanym pomiędzy ‘pędzi’ i ‘wlecze się’. Dzięki wielu niewiadomym czytelnik cały czas jest ciekawy dalszego ciągu. Przez całą serię nabawiłam się naprawdę paskudnego nawyku. W decydujących momentach po prostu patrzę na koniec książki i upewniam się, że wszyscy żyją i mają się dobrze. Oczywiście psuję sobie tym całą radość czytania, ale na swoją obronę powiem, że z tym walczę J. Wracając do akcji, moja przypadłość chyba o czymś świadczy, więc dopisuję utrzymanie napięcia do listy plusów powieści.

Warsztat autorki zmienił się nieznacznie. Nadal pisze ona prostym, łatwym w odbiorze językiem, skierowanym przede wszystkim do młodzieży. W książkach Becci Fitzpatrick czuć, że wie ona co robi.  Potrafi w niesamowity sposób przelać myśli na papier, a razem nimi także towarzyszące Norze emocje.

Myślę, że autorka wybrał świetny moment na zakończenia książki.  Ostatnie strony co prawda wyjaśniają wiele pytań pozostałych po „Szeptem”, z drugiej strony jednak pozostawia drugie tyle.  Na szczęście „Cisza” czeka już na mnie, a ja nie mogę się doczekać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, przy czym mam nadzieję, że trzecia część cyklu mi na nie odpowie.

Podobnie jak w pierwszej części, „Crescendo” otwiera bardzo interesujący prolog. Rzuca on trochę światła na powracający wątek zamordowanego ojca Nory, jednak nie na tyle, żeby przejrzeć całą intrygę od razu. Dzięki temu przez całą książkę próbowałam rozgryźć tożsamość tajemniczego przestępcy, bo ‘przypadek’,  zważając na ostanie wydarzenia, wydawał się trochę dziwny. A teraz, gdy już wiem, zastanawiam się jak mogłam nie skojarzyć tych kilku faktów. Jednak gdy patrzę na to teraz, po głębszym zastanowieniu, nie wygląda to już tak przejrzyście.

Podsumowując, „Crescendo” nie jest może lekturą wysokich lotów, ale można całkiem przyjemnie spędzić z nią czas. Lektura przeznaczona jest dla młodzieży, więc starszym się pewnie nie spodoba, chociaż jak zawsze zdarzą się wyjątki. Polecam osobom gustującym w książkach z łatką paranormal romance, ale także chcącym dobrze bawić się z dobrze wykreowanym wątkiem kryminalnym i wartką akcją. Nie polecam pragnącym odskoczni od wszechobecnych istot fantastycznych.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

"Szeptem" Becca Fitzpatrick

Tytuł: "Szeptem"
Oryginalny tytuł: "Hush, hush"
Autor: Becca Fitzpatrick
Tłumaczenie: Paweł Łopatka
Wydawca: Otwarte
Seria: "Szeptem" część 1
Liczba stron: 325

„Pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy.”

Opinie na temat debiutu Becci Fitzpatrick są podzielone. Jedni uważają, że to kolejny książkowy ‘tasiemiec’, inni myślą o „Szeptem” jako jednej z lepszych czytadeł goszczących na księgarnianych półkach. Targana sprzecznymi uczuciami postanowiłam wyrobić sobie własne zdanie o pierwszej części serii znajdującej się na liście bestsellerów. Winna jest pewnie temu zabójcza okładka, oddająca nawet treść książki.

 Nauczyciel uczący biologii w szkole Nory postanowił wszystkich poprzesadzać. Wskutek tego do dziewczyny przysiada się tajemniczy i przystojny Patch. Niemal w tym samym dniu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Prześladuje ją dziwny facet w kominiarce, a Nora zauważa rzeczy, których nie dostrzega nikt inny. Nora czuje, że ma to związek z Patchem i postanawia dotrzeć, co to takiego. Tak pokrótce można opowiedzieć o fabule. Moje pierwsze wrażenie: Nic specjalnego, kolejna dziewczyna, kolejny chłopak, kolejna miłość i oczywiście tajemnica…

Autorka w roli narratora (a raczej narratorki) obsadziła Norę – anemiczkę, połykającą żelazo w ilościach wskazujących na przedawkowanie. Po śmierci ojca ma małe problemy z psychiką, przez co musi chodzić do szkolnego psychologa. Z Patchem poznała się (też) na biologii. Czy to nie mógł być inny przedmiot? Chłopak od początku nie wzbudza sympatii Nory, ale jak nie trudno się domyślić, niedługo to się zmieni. Sam Patch jest zbyt idealny. Myślę, że żaden czytelnik nie postrzega go jako postać realistyczną. Przeszłość chłopaka owiana jest rąbkiem tajemnicy. Nie wiem czy to dzięki okładce, czy może jest to takie oczywiste, dociekliwy czytelnik bez problemu domyśli się wszystkiego tego niedługo po otworzeniu książki. Tak samo jest z facetem w kominiarce. Prawdziwą perełką wśród bohaterów okazała się Vee. Celnymi ripostami rozśmieszała mnie do łez. Nie łatwo jest stworzyć dobrą postać drugoplanową, dlatego za to mały plusik. Niestety, takich postaci mało jest w „Szeptem”, pewnie dla tego, żebyśmy nie musieli męczyć się w zapamiętywaniu imion. Sprzeczne uczucia wzbudzali u mnie nowi chłopcy, przybyli z pewnej szkoły prywatnej. Jak się okazało, słusznie.

Właściwie z całej książki najbardziej spodobał mi się prolog. Początkowo nie znaczy on zupełnie nic, widocznie znamy za mało faktów. Na szczęście później co nie co się rozjaśnia, dzięki czemu mamy jakiś tam podgląd na całą sprawę, bo Patch jak na złość, nie chce nic wyjawić.

Nora, w przeciwieństwie do Belli, ma z kim porozmawiać. Towarzyszy jej najlepsza przyjaciółka – Vee. Dziewczyny pracują w szkolnym e-zinie, gdzie mają okazję wyrazić swoje opinie. Żeby móc to zrobić, regularnie wybierają się do kina, czy na zakupy. Nora bardzo często bywa w bibliotece, niestety równie często jak Marcie Millar – wspólny wróg Nory i Vee. Atmosfera grozy pojawia się, gdy na scenę wkraczają Eliott i Jules, którzy łatwo wzbudzają zaufanie. Powoli Nora zaczyna tracić orientację. Komu może zaufać?

Bardzo się cieszę, że autorka wprowadziła do książki trochę kryminału w postaci faceta w kominiarce. Dzięki temu, nie mamy wrażenia, że w świecie Nory istnieje tylko Patch, Patch i jeszcze raz Patch.

No , ale nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła jakiegoś błędu logicznego. Skoro ‘Patch’ to tylko ksywka nadana przez przewijającego się po kartach powieści Rixona, to dlaczego w kartotekach u szkolnego psychologa widnieje nazwisko ‘Patch Cipriano’? To takie małe niedociągnięcie, więc nie traktuję tego jako minus.

Na zakończenie, „Szeptem” nie jest może lekturą wysokich lotów, ale zgłębiając wszystkie te tajemnice, całkiem dobrze się bawiłam. Beccka Fitzpatrick stworzyła coś, co łatwo sprzeda się w natłoku wszystkich tych istot paranormalnych, zalegających na wielu półkach. Polecam osobom chcącym zrelaksować się przy całkiem dobrze wykreowanym wątku kryminalnym.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

"Zawsze przy mnie stój" Carolyn Jess Cooke


Tytuł: "Zawsze przy mnie stój"
Oryginalny tytuł: "The Guardian Angel's Journal"
Autor: Carolyn Jess-Cooke
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Wydawca: Otwarte











„Niektórzy Aniołowie Stróże są wysyłani na ziemię, aby strzec rodzeństwa, swoich dzieci i osób, które były im bliskie za życia. Ja wróciłam do Margot. Do samej siebie.”

Moje oczekiwania co do „Zawsze przy mnie stój’, po naczytaniu się wielu pozytywnych recenzji, były dosyć duże. Jak poradziła sobie pani Jess-Cooke?

Po śmierci, Margot zostaje Aniołem Stróżem. Warto byłoby dodać, że swoim własnym. Nie nazywa się już Margot Delacroix, tylko Ruth. Od teraz ma szansę zobaczyć całe swoje życie od początku. Margot nie miała w życiu lekko. Już jako niemowlę doświadczyła wiele zła. Biologicznych rodziców nigdy nie zobaczyła. Ludzi, którzy ją adoptowali, zabiła bomba. Nie ma już nikogo życzliwego, kto pomógłby małej dziewczynce. Jest tylko Ruth, niewidzialny opiekun, pocieszyciel. Jako Anioł Stróż ma za zadanie troszczyć się o Margot, wspomagać ją. Nie może tylko zmieniać biegu wydarzeń. Oczywiście, może podpowiadać swojej podopiecznej, co powinna zrobić, ostateczny wybór należy jednak do Margot. Anioł staje się niemym świadkiem wzlotów i upadków  ich wspólnego życia.

Carolyn Jess-Cooke miała wspaniały pomysł na wzruszającą, pełną uroku opowieść. Stworzyła piękną książkę i teraz już wiem, czym zachwycali się inni czytelnicy. „Zawsze przy mnie stój”  opowiada o życiu, śmierci, a także o tym, co pomiędzy. O skutkach naszych wyborów, które nie zawsze zauważamy.

Główną bohaterką, a zarazem narratorką jest Ruth. Można byłoby się spierać, że postać odgrywająca główną rolę to Margot, jednak stanowią one poniekąd jedność. Traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa dziewczynki zostaną głęboko w mojej pamięci. Autorka idealnie wkomponowała towarzyszącą im atmosferę grozy.

Bohaterowie zostali wykreowani bardzo realistycznie. Ich zalety i wady pomagały w lepszym odbiorze książki. Na pierwszy rzut wezmę Ruth. Na siłę chciałaby zmienić życie Margot pod własne dyktando. Znając skutki dokonywanych przez siebie wyborów, próbuje naprowadzić swoją podopieczną na dobrą drogę. Zapomina jednak przy tym, że władzę dzierży Margot. Mogąc obejrzeć swoje życie od początku do końca, zastanawia się czasami, jak mogła być taka nierozsądna. Sama Margot może nie jest idealna, ale przez to staje się jeszcze bardziej realistyczna. W życiu obydwu kobiet pojawiają się także inne postacie. Niestety byli oni albo dobrzy, albo źli. Brakowało mi czegoś pomiędzy.

Gdy ktoś każe Ci wyobrazić sobie anioła, wyobraźnia pokazuje Ci smukłą postać w białej szacie ze skrzydłami, prawda? W „Zawsze przy mnie stój” spotykamy się z nieco innym obrazem. Anioły zostały przedstawione jako postacie przypominające duchy, ubrane w powabne szaty, ale zamiast skrzydeł,  z ich pleców wylewają się strumienie wody. Dzięki temu nie muszą udokumentowywać życia Istot Chronionych. Robi to za nie ów strumień.

Nie mam zastrzeżeń co do wydania. Okładka jest przepiękna. W tekście nie pojawiły się literówki. Książka napisana jest zrozumiałym, łatwym w odbiorze językiem. Nie wiem, ile w tym zasługi tłumacza, a ile samej autorki. Przystępna czcionka ułatwia szybkie czytanie.

Dzieło Carolyn Jess-Cooke niewątpliwie należy przeczytać. To jedna z niewielu książek, które zmieniają nasze patrzenie na świat. Dzięki tej lekturze przemyślę każdy mój wybór, decyzję. Polecam każdemu, kto szuka ambitnej lektury, na zawsze zapisującej się w sercu.

piątek, 23 grudnia 2011

"Dziewczyny z Hex Hall" ("Hex Hall") Rachel Hawkins





„Dziewczyny z Hex Hall” to pierwsza ksiązka Rachel Hawkins, jaka miałam okazję przeczytać. Podstawowe pytanie jakie zadałam sobie przed wzięciem jej do ręki to „To kolejna lekka powieść, czy coś więcej?”.

Sophie jest córką czarownika. Po kilku nieudanych zaklęciach trafia do Hekate Hall – poprawczaka dla tzw. Prodigium (wilkołaków, elfów, czarowników). Dzieli pokój z jedynym wampirem w szkole. Jako dwie „nowe” od razu zaprzyjaźniają się. W szkole zaczyna dochodzić do strasznych rzeczy. Czarownice z upuszczoną krwią i dwoma dziurkami w szyi zostają znalezione na terenie podobno najlepiej strzeżonej czarami szkoły. Oczywiście wszystkie podejrzenia od razu spadają na wampirzycę. W końcu kto inny mógł to zrobić?
Sophie bierze sobie za zadanie poznanie prawdy i oczyszczenie przyjaciółki z zarzutów. Z jak strasznymi tajemnicami przyjdzie się jej zapoznać?

Rachel Hawkins potrafi utrzymać napięcie. Całego rozwiązania głównego wątku (ataków na czarownice) dowiadujemy się na koniec. Z każdą książką moja nadzieja na książkę BEZ wątku miłosnego lega w gruzach. W „Dziewczynach” mamy ciamajdowatą Sophie, która nie potrafi rzucać prawie żadnych zaklęć i wyidealizowanego Archera, który dziwnym trafem ratuję Sophie w pierwszym dniu szkoły (pachnie mi tu Zmierzchem). Interesującą postacią w tej powieści jest Jenna – wampirzyca, której ulubiony odcień to „elektryczna truskawka” Tajemnicą pozostają jej zmiany nastroju. Raz jest najlepszą przyjaciółką Sophie, by zaraz potem chcieć ją zabić. Jest jeszcze jedna osoba czyhająca na życie głównej bohaterki, ale nie zdradzę imienia. Popsułabym całą radość czytania książki J.

Podsumowując „Dziewczyny z Hex Hall” to niezobowiązująca lektura na kilka wieczorów. Nie dopatruję się tam żadnej większej głębi, przesłania. Nie będzie podobała się starszym czytelnikom, którzy tej głębi szukać będą, ale dla mnie jest OK. Jestem ciekawa dalszego ciągu. Na szczęście druga część („Dziewczyny z Hex Hall. Diable szkło”) czeka na mojej półce na swoją kolej.

P.S. Czemu oryginalna okładka jest ładniejsza od polskiej?