„Taka jest właśnie przeszłość:
unosi się, potem osiada i gromadzi się warstwami. jeśli się straci czujność,
pogrzebie cię. po części po to właśnie stworzono remdium: dla oczyszczenia.
dzięki niemu przeszłość i związany z nią ból stają się odległe jak delikatna
impresja na migoczącym szkle.”
„Jeśli jesteś mądry, troszczysz
się o innych. A jeśli się troszczysz, to kochasz.” [s.42]
Miłość gra w naszym życiu wielką rolę. To właśnie ona nadaje
wszystkiemu kolorów, sprawia, że pragniesz żyć. Brak miłości prowadzi do
nieszczęść… A teraz wyobraź sobie, że jednym, prostym zabiegiem możesz
zwyczajnie wyłączyć swoje uczucia. Zapomnieć o wszystkich, którzy kiedykolwiek
cię zranili… Podoba ci się taki świat? A może chcesz, żeby wszystko zostało jak
dawniej? Tak? W takim razie, zapraszamy do ruchu oporu…
„To druga strona wolności: kiedy
jesteś zupełnie wolny, jesteś też całkowicie zdany na siebie.” [s.209]
„Podobno
tuż przed śmiercią całe życie staje człowiekowi przed oczami. W moim przypadku
było inaczej.”
Czy kiedykolwiek pragnąłeś
cofnąć czas? Czy gdybyś dostał drugą szansę, postąpiłbyś tak samo, a może coś
byś zmienił? Zastąpił swoją decyzję jakąś inną, lepszą? Na pewno znajdą się
osoby, które na wszystkie te pytania odpowiedzą twierdząco. A wtedy, następnego
dnia, postarają się być lepszymi ludźmi. Zmienić coś konkretnego w swojej
rutynie, sprawić, żeby ktoś się uśmiechnął, czy nawet przebaczył. Właśnie,
jutro jest kolejny dzień... A jeśli ono nigdy nie nadejdzie?
„Fajnie,
że wszystko przychodzi nam z taką łatwością. Dobrze wiedzieć, ze możesz zrobić,
co tylko zechcesz, i nie spotkają cię za to żadne przykre konsekwencje.” [s.
18]
Samantha Kingston ma wszytko -
najbardziej uroczego chłopaka, trzy wspaniałe przyjaciółki i pierwszeństwo we
wszystkim w szkole Thomasa Jeffersona, od najlepszego stolika w stołówce po
najbardziej pożądane miejsce na parkingu. Piątek dwunastego lutego powinien być
kolejnym dniem z jej sielankowego życia.
Jednakże zamienia się on w jej ostatni dzień. Ale wtedy dostaje drugą szansę.
Siedem szans. Przeżywając ostatni dzień w ciągu jednego tygodnia, rozwikła
tajemnicę swojej śmierci. Odkryje prawdziwą wartość wszystkiego, co może
stracić...
„Kto
powiedział, że życie ma być sprawiedliwe.” [s. 19]
A owego dnia, w Dzień kupidyna,
Sam, jak zwykle, dostaje wiele róż -
swego rodzaju wyznacznika popularności. To ilość doręczonych do danej osoby
Valogramów decyduje o tym, czy możemy zjeść lunch przy stoliku najbardziej
lubianych. A wśród nich nie ma miejsca dla nadawcy jednej wyjątkowej róży.
Prześlicznej, kremowej, od dawnego przyjaciela. Ale Sam nie pamięta już o
dawnych znajomych. Teraz, kiedy należy do elitarnej paczki dziewczyn, inni nie
są dosyć „cool” żeby się z nią zadawać. Co więcej, Sam nauczyła się tego od
swojej przyjaciółki. A nawet trzech.
„Jutro
nareszcie będę kimś innym.” [s. 48]
Raczej nie będę zbytnio
oryginalna, jeśli napiszę, że główna bohaterka zmienia się podczas trwania powieści.
Jednak nie da się ukryć, że jest to głównym tematem książki. Przez sporą część
tejże powieści, Sam jawi się jako okropnie samolubna istota, denerwująca mnie
dokładnie każdym posunięciem. Nie obchodzą jej uczucia innych, każdego potrafi
bez skrupułów zmieszać z błotem, ślepo podążając za grupką swoich przyjaciółek.
Na początku książki Sam przypomina dokładnie taki typ dziewczyny, jakiej nie
cierpię i której unikam za wszelką cenę. Dlatego też przejście przez pierwszy
rozdział było prawdziwą udręką, w końcu nie ma nic gorszego, jak bohater
odpychający od książki samym swoim istnieniem. Jednak wciąż powtarzałam sobie,
ze ten etap minie, a czytanie znów stanie się przyjemnością. Tak ja
przypuszczałam, już w kolejnym rozdziale dziewczyna zaczęła zastanawiać się nad
swoim postępowaniem i powoli próbować się zmienić. W tym momencie, tak w głębi
duszy, serdecznie podziękowałam autorce za zmieszczenie tego mało chwalebnego
etapu w absolutnym minimum, ale na tyle, żeby czytelnik zauważył potężny
kontrast pomiędzy Sam z początku i Sam końcówki książki.
„Cały
świat to oszuści -jeden, wielki, jasno
świecący szwindel. I za jakiegoś powodu ja za to płacę. To ja umarłam. To mnie
uwięziono.” [ s. 151]
Zwracając uwagę na fakt, iż „7
razy dziś” to dopiero debiut Lauren Oliver, jestem pod ogromnym wrażeniem.
Każde ze słów autorki układało się w bardzo dokładne obrazy, ukazujące sytuację
z każdego dnia w zupełnie nowym świetle. Także każdy z dni, pozornie takich
samych, ukazywał się zupełnie inne niż pozostałe, a to dlatego, że autorka
umiejętnie odsłaniała przed nami szczegóły, by na ostatnich kartkach nagle
wszystko stało się jasne i przejrzyste. Do tego stopnia, że mogłam klepnąć się
w głowę i stwierdzić, że mogłam dojść do rozwiązania wcześniej. A pomimo tego,
że zakończenia oczywiście się spodziewałam, wciąż potrafiło mi ono przynieść
zaskoczenie.
„Czasem
boję się zasnąć z powodu tego, co za sobą zostawiam.” [s. 340]
Książki zazwyczaj wywołują we
mnie emocje, czasem nawet bardzo silne. Także tutaj zdarzały się momenty, kiedy
po prostu musiałam na chwilę przestać czytać i zastanowić się nad tym, co przed
chwilą przeczytałam. I to bynajmniej nie dlatego, że odrzuciło mnie głupie
zachowanie bohaterów, bo do tego nie mam zarzutów - tak po prostu musiało być i nie ma innej
opcji. Wracając do tematu, książka pani Oliver wywołuje emocje tak silne i
zupełnie skrajne – od uśmiechu do smutku, zostawiając we mnie głęboki ślad.
Właśnie dlatego jestem pewna, że „7 razy
dziś” zostanie w mojej pamięci na długo. Po za tym, sądzę, że każdy powinien
się zapoznać z debiutem Lauren Oliver, chociażby, żeby spojrzeć inaczej na
niektóre kwestie.
„Kiedy
umierasz, wiele się zmienia, choć - jak
mi się zdaje – umieranie to powodująca największą samotność rzecz, jaką można
zrobić.” [s. 224]
Nie
dziwię się, że ‘7 razy dziś” niemal od razu zostało okrzyknięte światowym
bestsellerem. Książka zdecydowanie na to zasługuje, a to dzięki wyrazistym
bohaterom, niebanalnemu pomysłowi na interesującą przede wszystkim wciągającą fabułę oraz
ważnym poruszanym tematem. Śmierć przecież wciąż jest raczej tematem tabu - nie mówi się o tym głośno. A Lauren Oliver
pokazuje, ze śmierć wcale nie musi być straszna, przypominając o tym, że
najważniejsze jest to, jak zapamiętają nas inni.
Mogę trochę ponarzekać?
Tak więc, powodem mojej
dłuższej nieobecności było nie co innego, jak lektura szkolna. Ktoś
powiedziałby, że dla mola książkowego takie coś to pestka. Ale żebym ja tak
męczyła się z „Krzyżakami”? Szczerze przyznać, że to było takie... nijakie. Aż
przestałam się dziwić, że młodzież nie lubi czytać. W każdym razie, podczas
czytania „Krzyżaków” w mojej głowie narodził się pomysł. Sama się zdziwiłam,
gdyż takowe jakoś za często mi nie wpadają. A że zdarzył mi się nadprogramowy
egzemplarz „Ty, ja i fejs”... Właśnie, postanowiłam sprezentować go komuś z
Was.
Tak więc, szykujcie się na
konkurs, którego szczegóły wstawię dziś wieczorem ;)