Zapamiętajcie sobie raz na zawsze, ja nie czytam romansów.
Po prostu nie trawię tych wszystkich łzawych scen, czy nieodwzajemnionej
miłości. Książki skupiające się wokół tego najbardziej pierwotnego uczucia
omijam szerokim łukiem. Łuk ten chyba jednak niezbyt dobrze spełnił swoje
zadanie, ponieważ w moje łapki wpadło „Tak blisko” Tammary Webber. Przyznam się
bez bicia, mogłabym kupić tę książkę nawet nie patrząc na opis. To jeden z
rzadkich przypadków, kiedy sama okładka przyciągnęła mnie na tyle, żeby sformułowanie
„niebanalny romans obyczajowy” mnie nie zniechęciło. Jak my to nazywamy?
Aha, intuicja – która tym razem również mnie nie zawiodła.