poniedziałek, 6 maja 2013

Metalowy pantofelek

Tytuł: Cinder
Oryginalny tytuł: Cinder
Autor: Marissa Meyer
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka
Seria: Saga Księżycowa
#1 Cinder
#2 Scarlet
#3 Cress
#4 Winter
Wydawca: Literacki Egmont
Liczba stron: 437
Moja ocena: 10/10

Oryginalność w świecie książek to już niestety rzadkość. Bardzo ciężko jest już spotkać powieść odznaczającą się czymś szczególnym, gdyż księgarnianie półki już dawno zostały zajęte przez wszelkiego rodzaju paranormale. I jak tu znaleźć coś nowego, świeżego, jeśli niemalże wszystko już w tym temacie zostało powiedziane? Jednak mowa tutaj tylko i wyłącznie o powieściach, w których główną rolę mają wampiry, wilkołaki i inne łaki. Ale przecież fantastyka jest gatunkiem bardzo szerokim, chociaż także i tutaj trudno o coś oryginalnego, nieopartego na żadnych użytych wcześniej schematach. Marissie Meyer akurat się to udało i właśnie o tym dzisiaj opowiem.


Saga przyszłości ma swój początek dawno, dawno temu… Cinder mieszka w hałaśliwym Nowym Pekinie, zdziesiątkowanym przez zarazę. Jako dziewczyna cyborg o tajemniczej przeszłości jest obywatelką drugiej kategorii. Lecz kiedy na jej drodze staje przystojny książę Kai, Cinder nagle znajduje się w epicentrum międzygalaktycznej walki z bezlitosną królową Luny. Rozdarta między obowiązkiem a wolnością, wiernością a zdradą, musi wyjawić sekrety swojej przeszłości, aby ochronić przyszłość... [opis z okładki]

„ – Zapowiada się brud i smród – podsumowała Iko.
– Skąd wiesz? – zapytała Cinder. – Nie masz receptorów zapachowych.
– Mam niewiarygodną wyobraźnię.” [s.46]

Po pierwsze, pod lupę weźmy bajerancki motyw ludzi-cyborgów. W świecie Cinder nie zostaje się kimś takim z wyboru. Czasami jest to jedyna szansa na ocalenie czyjegoś życia, jednak pomimo to, cyborgi spychane są na margines społeczeństwa, przez co często są poniżane. Ich prawa są uszczuplone o wiele przywilejów, które przysługują osobom ludzkim w 100%, rozumiem więc dlaczego w nowym Pekinie bycie cyborgiem, mimo ofiarowanej szansy na nowe życie, jest utrapieniem, zwłaszcza dla naszej głównej bohaterki. Nie chcę odbierać Wam przyjemności samodzielnego odkrywania świata wykreowanego przez Marissę Meyer, więc powiem tylko, że naprawdę jest on warty uwagi. Jednocześnie, autorka nie zalewa czytelnika dialogami, a skupia się na dialogach i akcji, co pozwala dobrze wczuć się w aktualną sytuację bohaterki. Autorka niczego nie ubarwia, przedstawia wszystko, tak jak jest, nawet pomimo tylu kłód rzuconych pod nogi Cinder.

„ – Nie obrażaj mnie – powiedziała, przysuwając ramkę do siebie. – Czy istoty twojego pokroju wiedzą, czym jest miłość? Czy ty w ogóle coś odczuwasz, czy to jedynie kwestia … oprogramowania?” [s.76]

Skoro już jesteśmy przy bohaterach, muszę powiedzieć, że do ogromnych plusów zaliczam kreację postaci. Każda z nich wydaje się prawdziwa, nawet mimo tego, że żyją w innej rzeczywistości. Tego wrażenia nie rujnuje nawet fakt, że bez problemu zauważamy, kto jest zły, a kto dobry, ale czyż nie jest to jedna z cech baśni? Co prawda, nie raz możemy przewidzieć, jak potoczą się wydarzenia, jednak nie psuje to odbioru książki. Kilka razy domyślałam się biegu akcji, jednak za każdym razem autorka zaskakiwała mnie jakimś nowym elementem, dzięki czemu „Kopciuszek” nie jest przesadnie widoczny w „Cinder”.

„Cinder nie wymyśliła nic innego. „Nie bój się”? „Wszystko będzie dobrze”? Nie potrafiła kłamać, zwłaszcza, gdy kłamstwo było tak oczywiste.”

Jak się niektórzy pewnie domyślają, historia Cinder oparta jest w dużej mierze na znanej baśni – „Kopciuszku”. Nie zmienia to jednak faktu, że dzieło Marissy Meyer stanowi osobny byt i nie należy wiązać go z Charlesem Perraultem, gdyż „Cinder” tylko i wyłącznie bazuje na tej opowieści. Trzeba zaznaczyć, że autorka stworzyła coś całkowicie nowego. Świat przyszłości, gdzie ludzie przechadzają się pomiędzy cyborgami i androidami jest o tyle interesujący, że nawet bez wsparcia swojego baśniowego odpowiednika znakomicie się broni i stanowi osobną historię. Nie sposób nie zauważyć nawiązań do znanej baśni, co oczywiście było celem autorki. Czytelnik podświadomie kojarzy „Cinder” z czymś, co już zna, co pozytywnie działa na odbiór książki. Muszę uspokoić tutaj blogerów, mówiąc „coś, co już zna” nie mam na myśli powielania schematów. Jak już mówiłam, „Cinder” Marissy Meyer stanowi osobny byt, a to dzięki wielu wątkom, będących już pomysłem samej autorki.

„ – Nie lubią luster, bo nie chcą się przyglądać samym sobie?
– Próżność na pewno odgrywa w tym pewną rolę, ale chodzi raczej o kwestię kontroli. Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości. Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy.” [s.197]

„Cinder” jest powieścią, która do reszty mnie pochłonęła. Książka Marissy Meyer wybija się oryginalnością na tle innych i naprawdę trudno znaleźć w niej jakieś wady. Szkoda, że niektórzy pewnie skreślą tę pozycje z listy do przeczytania ze względu na gatunek, jednak rozumiem, że nie wszyscy mogą gustować w cybernetycznej wizji Kopciuszka. Jeśli jednak ktoś jeszcze się waha, ja ze swojej strony zapewniam, że „Cinder” jest powieścią, na której nie można się zawieść. Książka jest po prostu świetna, obfituje w akcje oraz dostarcza emocji, a kreacje bohaterów wprawiają w podziw. Czy potrzeba czegoś jeszcze?



18 komentarzy:

  1. Ja bardzo lubię ten gatunek, a ten tytuł już od pewnego czasu wiem, że przeczytam. Mam chęć zagłębić się w taki baśniowy świat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawana rozglądam się za tą serią, ale zawsze coś innego zajmuje mi czas. Przyznam szczerze, że mam dość czytania ciągle "tych samych", schematycznych powieści, więc chyba powinnam jak najszybciej zapoznać się z "Cinder" :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu chodzi za mną ta seria i chyba w końcu będę musiała się na nią skusić. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. kilka dni temu skończyłam czytać "Cinder" i po prostu MARZĘ o drugim tomie! *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsza część totalnie zachwyca, druga również! Obie części zostawiają po sobie porządnego kaca książkowego. Uwielbiam tą serię <3

    OdpowiedzUsuń
  6. "Cinder" uwielbiam, a o przeczytaniu kontynuacji po prostu marzę :D
    Mam nadzieję, że marzenia się spełniają :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie pierwszy tom sagi księżycowej był dosyć średni, za to teraz czytam drugi i jest wspaniały *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Od dłuższego czasu ciekawi mnie ta książka, koniecznie muszę się w nią zaopatrzyć!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zabrać się za czytanie, tym bardziej, że książka czeka już na półce ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tę książkę i już nie mogę się doczekać kontynuacji!

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i miło wspominam. Teraz czekam na Scarlett.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najs. :D Muszę nadrobić. :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam "Cinder"! Ogólnie gustuję w nowych adaptacjach baśni ;)
    Teraz na dniach premiera drugiego tomu "Scarlet", którego z całego serca nie mogę się już wprost doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Po tylu pozytywnych recenzjach po prostu nie sposób nie sięgnąć po tę książkę! Jestem nią zaintrygowana. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka leży na moim stosiku i czeka na przeczytanie. Zapoznałam się nawet z dwoma rozdziałami i także mi się podobała.
    Póki co książka nie wydaje mi się przesadnie oryginalna. Futurystyczny świat przedstawiony jest bardzo sztampowy (latające samochody, cybrogi itp), a reinterpretacje baśni to także nie pierwszyzna.

    OdpowiedzUsuń
  16. Raczej omijam tego typu książki, ale skoro tak polecasz, to zaczynam się przekonywać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ale to bardzo pragnę ją przeczytać...;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Co tu dużo pisać. Kocham baśnie, więc naturalną koleją rzeczy jest, że "Cinder" pokochałam równie mocno :P Z niecierpliwością czekam na moment, w którym zabiorę się za czytanie kolejnego tomu :D

    OdpowiedzUsuń

Oczywiście za każdy komentarz jestem niezmiernie wdzięczna, więc skoro już tutaj jesteś, zostaw po sobie ślad ;)