Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

10 powodów, dla których warto przeczytać Trylogię Arkadyjską


Tytuł: Przebudzenie Arkadii, Arkadia Płonie, Upadek Arkadii
Autor: Kai Meyer
Cykl: Trylogia Arkadyjska
Tłumaczenie: Emilia Kledzik
Tytuł oryginału: Arkadien erwacht, Arkadien brennt, Arkadien faellt

Wydawnictwo: Media Rodzina

Gdy zbuntowana Rosa ucieka z Nowego Jorku, by zamieszkać z ciotką na Sycylii, trafia prosto do mrocznego świata mafii, korupcji i wielowiekowej walki starych sycylijskich rodów. Przypadkiem spotyka tajemniczego, przystojnego Alessadra, który ją nieodparcie pociąga, choć jego postać niesie niebezpieczeństwo dla Rosy i jej rodziny. W centrum wydarzeń tkwi pradawna legenda o Arkadii, której mieszkańcy potrafili zmieniać się w zwierzęta. Rosa musi rozwiązać tajemnicę z przeszłości, zanim rozpęta się zło…

niedziela, 29 stycznia 2012

"Kosogłos" Suzanne Collins




 Tytuł: "Kosogłos"
Oryginalny tytuł: "Mockingjay"
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Wydawca: Media Rodzina
Seria: "Igrzyska śmierci" część 3
Liczba stron: 370

„Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać.”

Obok zakończenia historii Katniss nie mogłam przejść obojętnie. Nie było innej opcji jak wziąć w ręce i zatracić się w lekturze, i na wstępie mogę powiedzieć, że trylogia „Igrzyska śmierci” należy do moich ulubionych powieści. Do tej pory jeszcze nikomu nie udało się wzbudzić we mnie tylu uczuć na raz. Od przejmującego smutku, do wielkiej radości, od nienawiści do miłości. Chyba nie szybko coś zagości w moim sercu na czas tak długi, jak zrobiła to Suzanne Collins ze swoimi książkami.

„Kosogłos” to jedna wielka wojna. W sensie fizycznym, jak i duchowym. Katniss wraz z matką i Prim mieszka w Trzynastce, legendarnym dystrykcie, który wbrew propagandzie Kapitolu ma się dobrze i jeszcze szykuje się do powstania przeciw tyranowi. Dziewczyna, mimo trudnych przejść na arenie zgadza się zostać tytułowym Kosogłosem – symbolem rebelii. Zadanie to jednak nie będzie takie proste, jakie się wydaje. Katniss będzie musiała stawić czoła nie tylko okrutnym żołnierzom prezydenta Snowa. Przyjdzie jej także zmierzyć się z własnymi dylematami moralnymi.

Czytanie „Kosogłosa” w znaczącym stopniu różniło się od poprzednich części. Nie spotkamy tu już tyle walki i akcji. Autorka postawiła na przemyślenia, których tu jest nieporównywalnie więcej. Mając w świadomości fakt wybuchu wojny spodziewałam się raczej opisów dystryktów objętych rebelią, tak samo myślała pewnie główna bohaterka. Rola Kosogłosa polega głownie na kręceniu propagit, mających zachęcić powstańców do walki. Katniss nie jest zadowolona z tego faktu, wolałaby walczyć jak inni. Staje się przez to nieco rozkapryszona. Coraz częściej odchodzi od powierzonych jej zadań i znowu nie wie, komu może zaufać. Gale już otwarcie rezygnuje z bycia przyjacielem, chciałby czegoś więcej. W tym miejscu moje obawy dotyczące bardzo dobrej książki zamieniającej się w czytadło dla nastolatek znowu dają o sobie znać. Katniss znowu staje przed dylematem, w końcu nie chce stracić ani Gale’a, ani Peety. Cieszę się jednak, że wątek miłosny nie jest wysunięty na pierwszy plan.

Cała książka została utrzymana w atmosferze smutku, a nawet cierpienia. Cóż wojna, to wojna, tego nie da się nie zauważyć. Na szczęście „Kosogłos” obfituje też w radosne wydarzenia, można więc powiedzieć, ze wszystko nawzajem wyrównuje się.

W obliczu ostatnich wydarzeń główna bohaterka traci na swoim realizmie. Już nie jest taka żywa, odważna i gotowa do poświęceń. W „Kosogłosie” nie znalazłem już tej bohaterki, którą zapamiętałam z początku całej historii. Stała się wyprana z emocji, pusta. Nie potrafiła wywołać już tak wielkich uczuć jak wcześniej, a moje poprzednie słowa nadal są prawdziwe dzięki bohaterom drugoplanowym.

Na uwagę zasługuje jeszcze Prim. Nikt chyba nie zwrócił uwagi, jak młodsza siostra Katniss wydoroślała. Rozhisteryzowana Katniss coraz częściej właśnie w niej odnajduje bratnią duszę i ostoję. Szkoda, że Primrose nie odgrywa większej roli w całej serii.

Jeśli chodzi o świat wykreowany przez Suzanne Collins, nie mam zarzutów. Autorka doskonale przedstawiła warunki panujące w Trzynastce, pewnie dzięki porównań do nieistniejącego już Dwunastego Dystryktu. Bunt wywołany w poprzednich częściach rozrasta się do niewyobrażalnej skali. Większość ofiar to niewinne osoby, także dzieci. Okrucieństwo zadawane mieszkańcom Panem, a w szczególności rodzinom trybutów kulminuje się, a teraz coraz więcej ludzi pragnie zemsty. Autorka bardzo dobrze przedstawiła wszystko, co czytelnik powinien wiedzieć.

Podsumowując, nie potrafię opowiedzieć o emocjach powstałych po przeczytaniu tej książki, gdyż sama nie potrafię ich do końca nazwać. Z pewnością czuję nostalgię, a czasami pustkę, Kiedy indziej złość, że ta historia nie potoczyła się inaczej. Teraz, po kilku dniach od przewrócenia ostatniej kartki, nadal zadaję sobie pytanie, czemu tylu ludzi musiało zginąć. Chociaż gdyby spojrzeć na to z innej strony, to na ich prochach powstał nowy, może lepszy, może nie, świat. Trochę mi przykro, że to już koniec opowieści o Katniss Everdeen, dziewczynie, która igra z ogniem, jednak za względu na tyle emocji postaram się wracać czasami do wszystkich części i przeżywać to wszystko jeszcze raz. A teraz ostatni raz chcę namówić wszystkich do rozpoczęcia (albo dokończenia) historii o nastoletniej buntowniczce.


Recenzja części pierwszej tu, drugiej tu

piątek, 27 stycznia 2012

"W pierścieniu ognia" Suzanne Collins

Tytuł: "W pierścieniu ognia"
Oryginalny tytuł: "Catching fire"
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Wydawca: Media Rodzina
Seria: "Igrzyska śmierci" część 2
Liczba stron: 359

„-Osobiście staram się zawsze przekuwać emocje na pracę, bo w ten sposób nie krzywdzę nikogo oprócz siebie.”

Jestem bardzo zadowolona, że niemalże zaraz po zakończeniu „Igrzysk śmierci” mogłam sięgnąć po drugą część tej serii,. „W pierścieniu ognia”. Niezwłocznie pojechałam do biblioteki, żeby przekonać się, co stanie Katniss na drodze. Miałam niestety pewne obawy, zazwyczaj kontynuacje słabo wypadają przy dobrych początkach, ale podbudowana wieloma pochlebnymi recenzjami, moja nadzieja powróciła. Teraz musze stanąć przed dylematem, jak opowiedzieć o fabule, nie zdradzając zbyt wielu szczegółów  pochodzących z „Igrzysk…”.

Po zakończeniu 74. Głodowych Igrzysk Katniss i Peeta wracają do Dwunastego Dystryktu. Tutaj na dziewczynę oczekuje złowrogi prezydent Snow. Czym zawiniła mu siedemnastolatka? Tzw. ‘incydent z jagodami’ pobudził powstania w dystryktach. Ostatnią nadzieją Katniss jest tournee, odbywane przez każdego ze zwycięzców. Jeśli nie przekona całego Kapitolu o swojej miłości do Peety, nad bliskimi obu bohaterów zawiśnie śmiertelna groźba prezydenta Snowa. Tymczasem trwają przygotowania do rocznicowych, 75. Igrzysk, zwanych też Ćwierćwieczem. Na każde z nich organizatorzy przygotowują małą niespodziankę dla trybutów…

Po przeczytaniu całej książki moje początkowe obawy zostały całkowicie rozwiane. Autorka utrzymała poziom i przygody Katniss nadal ciekawią mnie coraz bardziej. Sama bohaterka zmieniła się, nie wiem czy nie na gorsze. O ile w „Igrzyskach śmierci” najważniejsza dla niej była rodzina, zrobiłaby dla nich wszystko, to teraz było tego trochę mniej, chociaż nie znikło to zupełnie. Przez wydarzenia na arenie, dziewczyna przechodzi lekkie załamanie nerwowe. Praktycznie co chwilę zmienia zdanie, a jej decyzje bywają pochopne. Raz kocha Peetę, raz nie, chce ocalić jego, a za chwilę siebie. A może jednak najważniejszy w jej sercu jest Gale? Czasami miałam wrażenie, że Katniss sama nie wie, czego chce. Zwariować można, próbując dociec jak jest w tej chwili. Dzięki tym cechom wydarzenia podczas 74. Głodowych Igrzysk zyskują na realizmie. Dlatego nie traktuję tej drugiej cechy jako minus.

Peeta również pod wpływem minionych wydarzeń zmienił się, ale w mniejszym stopniu niż Katniss. Gotów jest poświęcić dla niej wszystko, nawet własne życie. Znalazł swoją pasję. Okazało się, że jest świetnym malarzem, a na jego obrazach pojawiają się sceny z Igrzysk. To efekt traumy, jak widać wydarzenia opisane w pierwszej części odbiły się na zachowaniach bohaterów. Dodatkowo makabryczne sny zadręczają oboje.

W przeciwieństwie do bohaterów, styl autorki nie zmienił się. Nadal pisze ona lekkim piórem, a każde zdanie nadaje wydarzeniom jeszcze większy sens. Rozdziały wciąż kończą się w decydujących momentach. Suzanne Collins potrafi jednym stwierdzeniem zmienić całkowicie bieg wydarzeń, z czego korzystała dosyć często. Nie zabrakło także refleksji Katniss na temat wolności i życiem na łasce Kapitolu.

Cieszy mnie fakt, że seria o Katniss nie zamieniła się w kolejne łzawe czytadło o miłości niemożliwej. Nie brakuje tutaj brutalności. Owszem, jakieś tam uczucie między dziewczyną i Peetą pojawia się, do serca Katniss wkracza jeszcze Gale, ale nie jest to postawione na pierwszym planie. W tej powieści spotkamy się raczej z walką o wolność, przeciwko dyktaturze Kapitolu. Głównie dlatego polubiłam „Igrzyska…”, a teraz także ich kontynuację. Na uwagę zasługują jeszcze oryginalni bohaterowie. Wcześniej nie spotkałam się z silną, pełną poświęcenia bohaterką.

Wydawnictwo Media Rodzina postarało się przy wydaniu ksiązki. Ładna, przejrzysta czcionka ułatwia szybkie czytanie i odbiór powieści. W tekście nie znalazłam literówek, także tłumaczenie nie pozostawia wiele do życzenia.

Książkę polecam każdemu, kto ma dość schematycznych powieści o nieszczęśliwej miłości. „W pierścieniu ognia” opowiada o woli walki, walki o wolność. Jest to jedna z niewielu powieści zmieniających patrzenie na świat. Z lektury wyniosłam dużo niezapomnianych emocji, a cała seria trafia na listę moich ulubionych, do których będę wracać. To ja teraz zagłębię się w ostatnim już tomie, a wszystkich, którzy nie zaczęli jeszcze przygody z Katniss, szczerze namawiam do nadrobienia zaległości.
___________________________________________________________________________

Dla chętnych, recenzja pierwszej części tu.



sobota, 21 stycznia 2012

"Igrzyska śmierci" Suzanne Collins


Tytuł: "Igrzyska śmierci"
Oryginalny tytuł: "The Hunger Games"
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Wydawca: Media Rodzina
Seria: "Igrzyska śmierci" część 1
Liczba stron: 350



„Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia”

Ostatnio bardzo sceptycznie podchodzę do zewsząd zachwalanych bestsellerów, bo niestety zwykle okazują się one klapą. „Igrzyska śmierci” od dłuższego czasu polecała mi przyjaciółka. W końcu znalazłam dla nich trochę czasu i teraz żałuję, że nie zabrałam się za całą serię wcześniej.
Na terenie dzisiejszej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, wraz z imponującą stolicą – Kapitolem i otaczającymi go dwunastoma dystryktami. Szesnastoletnia Katniss Everdeen pochodzi z najbiedniejszego i najbardziej dyskryminowanego, dwunastego dystryktu. Życie tam nie jest proste. Po śmierci ojca, jako najstarsze dziecko w rodzinie, musi zapewnić rodzinie pożywienie i warunki do życia. Chociaż polowanie jest zabronione, Katniss codziennie udaje się do lasu. Czasami ustrzeli wiewiórkę, a nawet królika. Swoje zdobycze zanosi na Ćwiek – miejscowy targ, by zdobyć inne produkty.
Akcja rozpoczyna się w dniu dożynek, święta teoretycznie wesołego. Ale nie dla mieszkańców Panem. Co roku każde dziecko pomiędzy dwunastym, a osiemnastym rokiem życia bierze udział w losowaniu. Za każdym razem wybierani zostają jeden chłopiec i jedna dziewczynka. Wezmą oni udział w Głodowych Igrzyskach – turnieju na śmierć i życie emitowanego przez telewizję dla uciechy widzów. Chyba nie będzie wielkim spoilerem, jeśli powiem, że Katniss bierze w nich udział.
Narratorką i zarazem główną bohaterką jest Katniss. Nie ukrywam, że to ją polubiłam najbardziej. Świetnie radzi sobie na polowaniach, strzela z łuku, potrafi zadbać o siebie i swoich bliskich. Cechuje ją odwaga. Nie wyobrażam sobie siebie w jej roli. Po śmierci ojca na dnie kopalni, jej matka załamała się, a dziewczyna już w wieku jedenastu lat musiała zająć się wszystkim. Jest pełna poświęcenia. Początkowo tojej młodsza siostra Prim miała zostać ‘trybutem’, (czyli wylosowaną osobą) jednak Katniss zgłasza się na ochotnika. Wie, że dwunastolatka nie dałaby sobie rady i postanawia ją zastąpić. Na razie to najsilniejsza, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie bohaterka. Drugim trybutem zostaje Peeta. Dziewczyna początkowo nie darzy go sympatią, w końcu, jako syn piekarza nigdy nie stanął przed wyborem pomiędzy uciążliwym głodem, a niebezpiecznym polowaniem. Na arenie Głodowych Igrzysk jednak każdy potrzebuje przyjaciela, pomocnej dłoni. Niestety wszyscy też wiedzą, że taki sojusz nie będzie trwał wiecznie, gdyż zwycięzca jest tylko jeden.
Trudnym celem, jaki postawiła sobie Suzanne Collins było stworzenie całkiem nowego świata. Myślę, że poradziła sobie z tym świetnie. Przedstawiła wszystko tak realistycznie, że nie raz do oczu cisnęły mi się łzy. Nie mogłam uwierzyć w takie ilości okrucieństwa zadawanego przez Panem wszystkim jego mieszkańcom, a zwłaszcza rodzinom trybutów. Musieli oni pogodzić się ze śmiercią swoich bliskich.
Na szczęście nie zabrakło też stworzeń, charakterystycznych dla nowych, nieznanych krain. W „Igrzyskach śmierci” pojawiły się kosogłosy – małe ptaszki powtarzające usłyszaną wcześniej melodię. Na arenie okazały się one niezwykle przydatne. Za ich pomocą sprzymierzeni trybuci dawali znak, że żyją. Z tych gorszych zapadły mi w pamięć gończe osy, stworzone przez laboratoria Kapitolu, by terroryzować mieszkańców poszczególnych dystryktów. Podobno, już od jednego użądlenia można umrzeć.
Jedyne, co mnie irytowało, to zakończenia rozdziału. Każda z części ksiązki kończyła się w decydującym momencie, więc nie było inej opcji, jak czytać dalej. Zdarzyło mi się pare razy siedzieć przy lampce do późna, bo nie mogłam odłożyć książki w takiej chwili. Dzięki temu „Igrzyska śmierci” otrzymują ode mnie plus za utrzymanie napięcia stojące tutaj na bardzo wysokim poziomie.
Podsumowując, pierwszą część serii opowiadającej o Katniss Everdeen uważam za udaną. Według mnie, najlepsze książki to takie wywołujące uczucia. Czytając „Igrzyska śmierci” utożsamiałam się z główną bohaterką, miałam wrażenie, że to ja walczę o życie, chociaż w rzeczywistości siedziałam na miękkim fotelu. Być może jest to zasługa wspaniałej narracji prowadzonej w pierwszej osobie, w czasie teraźniejszym. Mam nadzieję, że w drugiej części Suzanne Collins utrzyma poziom, jednak żeby się o tym przekonać muszę siegnąć po „W pierścieniu ognia”, w którym dziewczyna wybierze się na tournee po całym Panem.