sobota, 15 czerwca 2013

Niech runą mury

Tytuł: Requiem
Oryginalny tytuł: Requiem
Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Seria: Delirium
#3 Requiem
Wydawca: Otwarte
Liczba stron: 392
Moja ocena: 9/10

„Taka jest właśnie przeszłość: unosi się, potem osiada i gromadzi się warstwami. jeśli się straci czujność, pogrzebie cię. po części po to właśnie stworzono remdium: dla oczyszczenia. dzięki niemu przeszłość i związany z nią ból stają się odległe jak delikatna impresja na migoczącym szkle.”



Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe śledzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.
W tym samym czasie Hana prowadzi bezpieczne, pozbawione miłości życie u boku narzeczonego – nowego burmistrza Portland. Wkrótce drogi dziewczyn znów się zejdą, a ich spotkanie doprowadzi do bolesnej konfrontacji.
Czy można wybaczyć zdradę? Czy mury wreszcie runą?

„Oto zasada Głuszy: musisz być większy, silniejszy i twardszy. Musisz ranić, bo inaczej sam zostaniesz zraniony.”

Wyjątkowo, zaczniemy dzisiaj od tyłu, czyli od samego zakończenia. Akcja z całych trzech części trylogii Delirium kumuluje się na ostatnich stronach, dzięki czemu finisz jest jak zwykle piorunujący i wbija w fotel, co do tego nie mam wątpliwości. Nie zmienia to faktu, że nie lubię, kiedy autorzy zaplanowanych na konkretną ilość tomów serii łamią wyznaczoną przez samych siebie zasadę i rozwijają cykl o kolejne tomy, które często są zwykłym wtedy laniem wody. Dlatego martwi mnie trochę otwarte zakończenie, które pozostawia przecież wolną drogę do rozwinięcia serii. Jeśli mam być szczera, wolałabym, żeby takowa kontynuacja nie powstawała, żebym sama mogła w pewien sposób dokończyć tę historię. Akurat w tym przypadku kompletnie nie przeszkadza mi fakt, że przecież otwartych zakończeń nie lubię. Niech po prostu zostanie, tak jak jest. Co prawda, brakuje mi tutaj jakiegoś epilogu, gdyż „Requiem” zamyka się w dość kluczowym momencie, ale mam szczerą nadzieję, że autorka nie rozwinie tego dalej, a trylogia Delirium już na zawsze trylogią pozostanie.

„Idealna suknie. Idealny mąż. Idealne, szczęśliwe życie. Doskonałość jest obietnicą, a zarazem potwierdzeniem, że nasza droga jest słuszna.”

Tak naprawdę, powyższy akapit można pominąć. Po co mam wypowiadać się na temat, który jeszcze się nie zaczął? Lepiej skupić się na sprawach aktualnych. Nie mam tutaj zamiaru rozprawiać się o staranności języka Pani Oliver, ponieważ zrobiłam to już kilkakrotnie w innych recenzjach. Poza tym, powtórzyłabym się, ponieważ sam styl autorki tak naprawdę nie zmienił się. Różnica pomiędzy poszczególnymi tomami trylogii Delirium tkwi w detalach. Jednym z nich jest chociażby świat wykreowany przez autorkę. Nie bójcie się, „zakochani” w świecie bez miłości czytelnicy – cały czas pozostajemy w tych samych realiach, to pozostaje takie samo. Żeby dostrzec tę właśnie różnicę, ponownie należy zagłębić się w szczegóły. Na początku spójrzmy na pierwszy tom: tutaj autorka przedstawia nam świat Leny, dopiero nas w niego wprowadza. Tutaj też w dość dużej części poznajemy reguły rządzące tą wizją świata przyszłości. Następni9e nadchodzi tom drugi: rozdarty pomiędzy Głuszą a miastem. Jednak dopiero w tomie trzecim, ostatnim, światy te kolidują ze sobą z ogromną siłą. Z jednej strony widzimy pozornie spokojne i bezpieczne miasteczko Portland, gdzie choroba zwana miłością nie ma prawa bytu. Zupełnie inaczej prezentuje się Głusza : świat, w którym ludzie pomimo braku udogodnień współczesnego świata, często żyjący jak zwierzęta, są szczęśliwi. Wolni. Co może wyjść z takiego połączenia?

„Może nasze uczucia doprowadzają nas do szaleństwa. Może miłość rzeczywiście jest chorobą i lepiej by nam było bez niej. Ale wybraliśmy inną drogę. W końcu to jest właśnie celem ucieczki przed remedium: mamy wolność wyboru. Mamy nawet wolność wybierania źle.”

Wątek miłośny, czasami mniej lub bardziej schematyczny, to element nieodzowny każdej książki Young Adult. Także i Pani Oliver nie wystrzegła się oklepanej ścieżki „główna bohaterka + plus dwóch potencjalnych wybranków serca”.  Zazwyczaj tępię takie rozwiązania, ale tym razem muzę odpuścić, ponieważ bez tego wątku tak naprawdę nie byłoby książki. A co dziwniejsze, wątek romantyczny wcale nie zajmuje pierwszego miejsca. Szczęśliwie, kłopoty miłosne Leny nie są najważniejszą sprawą w powieści, więc nie odczułam żadnego przeładowania uroczymi scenami z Leną, Alexem i Julianem w roli głównej. A tak przy okazji, TEAM ALEX!

„Zrobili to dlatego, że chcieli czuć, myśleć i wybierać to, czego sami pragną. Nie wiedzą, że nawet to jest kłamstwem, – że nigdy tak naprawdę sami nie decydujemy, a przynajmniej nie do końca. Zawsze jesteśmy popychani ku jakiejś drodze. Nie mamy wyboru, jak tylko zrobić krok do przodu, a potem kolejny i kolejny. I nagle okazuje się, że znajdujemy się na drodze, której w ogóle nie wybieraliśmy.
Może jednak szczęście wcale nie tkwi w wyborze. Może leży ono w iluzji, w udawaniu: że gdziekolwiek skończyliśmy, tam właśnie chcieliśmy być przez cały czas.”

Tak naprawdę, to nie do końca potrafię ocenić, czy jestem w pełni usatysfakcjonowana zwieńczeniem trylogii, czy może troszeczkę zawiedziona. „Requiem” miało być wielkim finałem i poniekąd takie było, ale zabrakło mi jakiegoś epilogu, nawet krótkiego. Samo zakończenie bardzo mi się podobało, jednak te drobne niedopowiedzenia do dziś nie dają mi spokoju. Ale dobra, metaforyczne fajerwerki były, więc zaliczam. I nawet pomimo tego, uważam, że cała trylogia jest nawet więcej niż dobra, chociaż ostatni tom stoi już troszeczkę niżej niż otwarcie serii. Wszyscy, którzy czytali poprzednie dwa tomy nie będą mieli wątpliwości, żeby jednak po „Requiem” sięgnąć (o ile już tego nie zrobili), natomiast tych, którzy jeszcze nie spotkali się z Leną, zapraszam do sięgnięcia po część pierwszą.

„Wiesz, że nie możesz być szczęśliwa, jeżeli czasami nie bywasz nieszczęśliwa, prawda?”

11 komentarzy:

  1. Muszę przeczytać!
    2 poprzednie części były cudowne! Czas zapoznać się z ostatnią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam. Zakończenie mnie rozczarowało, nie do końca wiemy, czy im się udało... Ja oceniłam tak: trzeci tom był na równi z pierwszym - 7/10, a drugi był najlepszy - 9/10.

    in-corner-with-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Delirium nie przekonała mnie na tyle by sięgnąć po dalsze części tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  4. też czuję to lekkie i właściwie niczym nieuzasadnione rozczarowanie.. to chyba przez to otwarte zakończenie. ale książka, podobnie jak i cała seria, i tak rewelacyjna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sagę mam jeszcze przed sobą i nie mogę się już wprost doczekać ; )
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Według mnie "Requiem" to najlepsza część całej trylogii :) A przy otwartych zakończeniach, takim jak to, zawsze sama sobie w głowie układam ciąg dalszy ;) I u mnie wszyscy żyją długo i szczęśliwie ;D
    Zgadzam się - TEAM ALEX!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawiodło mnie trochę to zakończenie, ale ogólnie nie było tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam pierwszą część, bardzo mi się podobała, więc po kolejne sięgnę z pewnością.:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Delirium nie do końca mi się podobało, ale postaram się zapoznać z całą trylogią ;)Jestem ciekawa o co chodzi w tym nie w pełni satysfakcjonującym zakończeniu

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam dwie pierwsze części i nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po tę.

    OdpowiedzUsuń

Oczywiście za każdy komentarz jestem niezmiernie wdzięczna, więc skoro już tutaj jesteś, zostaw po sobie ślad ;)