Tytuł: 7 razy dziś
Oryginalny tytuł: Before I Fall
Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Wydawca: Otwarte
Liczba stron: 379
Moja ocena: 10/10
„Podobno
tuż przed śmiercią całe życie staje człowiekowi przed oczami. W moim przypadku
było inaczej.”
Czy kiedykolwiek pragnąłeś
cofnąć czas? Czy gdybyś dostał drugą szansę, postąpiłbyś tak samo, a może coś
byś zmienił? Zastąpił swoją decyzję jakąś inną, lepszą? Na pewno znajdą się
osoby, które na wszystkie te pytania odpowiedzą twierdząco. A wtedy, następnego
dnia, postarają się być lepszymi ludźmi. Zmienić coś konkretnego w swojej
rutynie, sprawić, żeby ktoś się uśmiechnął, czy nawet przebaczył. Właśnie,
jutro jest kolejny dzień... A jeśli ono nigdy nie nadejdzie?
„Fajnie,
że wszystko przychodzi nam z taką łatwością. Dobrze wiedzieć, ze możesz zrobić,
co tylko zechcesz, i nie spotkają cię za to żadne przykre konsekwencje.” [s.
18]
Samantha Kingston ma wszytko -
najbardziej uroczego chłopaka, trzy wspaniałe przyjaciółki i pierwszeństwo we
wszystkim w szkole Thomasa Jeffersona, od najlepszego stolika w stołówce po
najbardziej pożądane miejsce na parkingu. Piątek dwunastego lutego powinien być
kolejnym dniem z jej sielankowego życia.
Jednakże zamienia się on w jej ostatni dzień. Ale wtedy dostaje drugą szansę. Siedem szans. Przeżywając ostatni dzień w ciągu jednego tygodnia, rozwikła tajemnicę swojej śmierci. Odkryje prawdziwą wartość wszystkiego, co może stracić...
Jednakże zamienia się on w jej ostatni dzień. Ale wtedy dostaje drugą szansę. Siedem szans. Przeżywając ostatni dzień w ciągu jednego tygodnia, rozwikła tajemnicę swojej śmierci. Odkryje prawdziwą wartość wszystkiego, co może stracić...
„Kto
powiedział, że życie ma być sprawiedliwe.” [s. 19]
A owego dnia, w Dzień kupidyna,
Sam, jak zwykle, dostaje wiele róż -
swego rodzaju wyznacznika popularności. To ilość doręczonych do danej osoby
Valogramów decyduje o tym, czy możemy zjeść lunch przy stoliku najbardziej
lubianych. A wśród nich nie ma miejsca dla nadawcy jednej wyjątkowej róży.
Prześlicznej, kremowej, od dawnego przyjaciela. Ale Sam nie pamięta już o
dawnych znajomych. Teraz, kiedy należy do elitarnej paczki dziewczyn, inni nie
są dosyć „cool” żeby się z nią zadawać. Co więcej, Sam nauczyła się tego od
swojej przyjaciółki. A nawet trzech.
„Jutro
nareszcie będę kimś innym.” [s. 48]
Raczej nie będę zbytnio
oryginalna, jeśli napiszę, że główna bohaterka zmienia się podczas trwania powieści.
Jednak nie da się ukryć, że jest to głównym tematem książki. Przez sporą część
tejże powieści, Sam jawi się jako okropnie samolubna istota, denerwująca mnie
dokładnie każdym posunięciem. Nie obchodzą jej uczucia innych, każdego potrafi
bez skrupułów zmieszać z błotem, ślepo podążając za grupką swoich przyjaciółek.
Na początku książki Sam przypomina dokładnie taki typ dziewczyny, jakiej nie
cierpię i której unikam za wszelką cenę. Dlatego też przejście przez pierwszy
rozdział było prawdziwą udręką, w końcu nie ma nic gorszego, jak bohater
odpychający od książki samym swoim istnieniem. Jednak wciąż powtarzałam sobie,
ze ten etap minie, a czytanie znów stanie się przyjemnością. Tak ja
przypuszczałam, już w kolejnym rozdziale dziewczyna zaczęła zastanawiać się nad
swoim postępowaniem i powoli próbować się zmienić. W tym momencie, tak w głębi
duszy, serdecznie podziękowałam autorce za zmieszczenie tego mało chwalebnego
etapu w absolutnym minimum, ale na tyle, żeby czytelnik zauważył potężny
kontrast pomiędzy Sam z początku i Sam końcówki książki.
„Cały
świat to oszuści -jeden, wielki, jasno
świecący szwindel. I za jakiegoś powodu ja za to płacę. To ja umarłam. To mnie
uwięziono.” [ s. 151]
Zwracając uwagę na fakt, iż „7
razy dziś” to dopiero debiut Lauren Oliver, jestem pod ogromnym wrażeniem.
Każde ze słów autorki układało się w bardzo dokładne obrazy, ukazujące sytuację
z każdego dnia w zupełnie nowym świetle. Także każdy z dni, pozornie takich
samych, ukazywał się zupełnie inne niż pozostałe, a to dlatego, że autorka
umiejętnie odsłaniała przed nami szczegóły, by na ostatnich kartkach nagle
wszystko stało się jasne i przejrzyste. Do tego stopnia, że mogłam klepnąć się
w głowę i stwierdzić, że mogłam dojść do rozwiązania wcześniej. A pomimo tego,
że zakończenia oczywiście się spodziewałam, wciąż potrafiło mi ono przynieść
zaskoczenie.
„Czasem
boję się zasnąć z powodu tego, co za sobą zostawiam.” [s. 340]
Książki zazwyczaj wywołują we
mnie emocje, czasem nawet bardzo silne. Także tutaj zdarzały się momenty, kiedy
po prostu musiałam na chwilę przestać czytać i zastanowić się nad tym, co przed
chwilą przeczytałam. I to bynajmniej nie dlatego, że odrzuciło mnie głupie
zachowanie bohaterów, bo do tego nie mam zarzutów - tak po prostu musiało być i nie ma innej
opcji. Wracając do tematu, książka pani Oliver wywołuje emocje tak silne i
zupełnie skrajne – od uśmiechu do smutku, zostawiając we mnie głęboki ślad.
Właśnie dlatego jestem pewna, że „7 razy
dziś” zostanie w mojej pamięci na długo. Po za tym, sądzę, że każdy powinien
się zapoznać z debiutem Lauren Oliver, chociażby, żeby spojrzeć inaczej na
niektóre kwestie.
„Kiedy
umierasz, wiele się zmienia, choć - jak
mi się zdaje – umieranie to powodująca największą samotność rzecz, jaką można
zrobić.” [s. 224]
Nie
dziwię się, że ‘7 razy dziś” niemal od razu zostało okrzyknięte światowym
bestsellerem. Książka zdecydowanie na to zasługuje, a to dzięki wyrazistym
bohaterom, niebanalnemu pomysłowi na interesującą przede wszystkim wciągającą fabułę oraz
ważnym poruszanym tematem. Śmierć przecież wciąż jest raczej tematem tabu - nie mówi się o tym głośno. A Lauren Oliver
pokazuje, ze śmierć wcale nie musi być straszna, przypominając o tym, że
najważniejsze jest to, jak zapamiętają nas inni.
Mogę trochę ponarzekać?
Tak więc, powodem mojej
dłuższej nieobecności było nie co innego, jak lektura szkolna. Ktoś
powiedziałby, że dla mola książkowego takie coś to pestka. Ale żebym ja tak
męczyła się z „Krzyżakami”? Szczerze przyznać, że to było takie... nijakie. Aż
przestałam się dziwić, że młodzież nie lubi czytać. W każdym razie, podczas
czytania „Krzyżaków” w mojej głowie narodził się pomysł. Sama się zdziwiłam,
gdyż takowe jakoś za często mi nie wpadają. A że zdarzył mi się nadprogramowy
egzemplarz „Ty, ja i fejs”... Właśnie, postanowiłam sprezentować go komuś z
Was.
Tak więc, szykujcie się na
konkurs, którego szczegóły wstawię dziś wieczorem ;)
Skąd ja to znam... :P Uwielbiam czytać, ale nienawidzę lektur z samego faktu, że jest to lektura. Ale zadawanie takich książek ma chyba jakiś sens, prawda? Moim zdaniem trzeba pamiętać też o starych książkach, nawet jeśli są.. takie :D
OdpowiedzUsuńCzekam na konkurs, ale raczej nie wezmę udziału :)
Twoja recenzja jest drugą w kolejności, jaką czytam o tej książce. I równie zachęcającą. ;) Nie czytałam serii "Delirium", więc autorka jest mi zupełnie obca, ale może zacznę od debiutu?
OdpowiedzUsuńczekam na informacje o konkursie, bo książkę mam w planach!
Mi tam się "Krzyżacy" bardzo podobali. Jedna z moich ulubionych lektur szkolnych.
OdpowiedzUsuńA co do recenzji, to "7 razy dziś" nie zrobiło na mnie nawet w połowie tak dobrego wrażenia jak na Tobie. Książka, jak dla mnie, była po prostu nudna.
Ksiązka wydaje się być naprawdę ciekawa, więc się za nią porozglądam :D a przez Krzyżaków też przechodziłam, mam podobne wrażenia ... jak prawie wszyscy ^^
OdpowiedzUsuńMuszę tę książkę w końcu przeczytać, mam ją na oku od dłuższego czasu :)
OdpowiedzUsuńMuszę w końcu ją zakupić, lubię książki, które poruszają trudne tematy.
OdpowiedzUsuńJa też ledwo przebrnełam przez "Krzyżaków", ale udało się i jestem z tego powodu zadowolona. Niestety lektury trzeba czytać.
OdpowiedzUsuńKsiążka na pewno znajdzie się na mojej półce. "7 razy dziś" to powieść, jak najbardziej dla mnie.
Czytając, każda książka zostawia we mnie po sobie jakiś ślad. Dlatego 'boję się' jak bardzo poruszy mnie ta historia :) Ale znalazła się na mojej liście więc na pewno ją przeczytam.
OdpowiedzUsuńPS. Na szczęście 'Krzyżaków' mam już za sobą :P
Jeśli nadarzy się okazja to z chęcią przeczytam tę książkę;) A jeżeli chodzi o lektury szkolne, to mimo iż kocham czytać to ich nienawidzę! A w liceum są tak beznadziejne lektury, że kolokwialnie mówiąc rzygać się chce;/
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że zupełnie pozytywnie wspominam "Krzyżaków" z szkolnych czasów. Dla mnie była to ciekawa lektura :)
OdpowiedzUsuńBrzmi ciekawie, więc z wielką chęcią przeczytam tę książkę. Skoro ocena jest tak wysoka, to powieść musi być świetna :)
OdpowiedzUsuńKrzyżacy! (wzdryga się)
OdpowiedzUsuńA książkę mam u siebie, czeka na swą kolej ;D
Książkę koniecznie muszę przeczytać, bo cały czas czytam jej pozytywne recenzje:)
OdpowiedzUsuńEhh, tez się w tym roku męczyłam z "Krzyżakami". Ale przeczytałam! I jestem z tego dumna, ponieważ połowa mojej klasy nawet nie raczyła otworzyć tej książki tylko od razu drukowali streszczenia. i taka jest właśnie dzisiejsza młodzież...
Narobiłaś mi ochotę na tę książkę. Muszę poszukać:) A Krzyżaków przerabiałam rok temu i też muszę przyznać, że to było po prostu nudne i zupełnie nieatrakcyjne dla dzisiejszej młodzieży.
OdpowiedzUsuńMiałam ostatnio tę książkę w ręku i po przeczytaniu kilku stron ją odłożyłam, bo bardzo mnie odpychała. Chyba jednak po twojej opinii dam jej jeszcze jedną szansę - a nuż i mi się spodoba? ;)
OdpowiedzUsuńA Krzyżaków współczuję ;)
Jeja, ja chcę tę książkę! A na konkurs czekam z niecierpliwością!
OdpowiedzUsuńOd dłuższego czasu ta książka leży na mojej półce, a ja ciągle nie mam kiedy po nią sięgnąć. Koniecznie muszę to zmienić zważywszy na to,że uwielbiam styl pisania pani Oliver.:) Ja niestety nie dałam rady z "Krzyżakami"..
OdpowiedzUsuńJakoś wcześniej nie zwracałam zbytniej uwagi na tę powieść. Jednak teraz, po tak świetnej recenzji, chyba grzechem by było nie skusić się :D
OdpowiedzUsuńNa książkę od jakiego czasu mam ochotę, także na pewno ją przeczytam:)
OdpowiedzUsuńksiążkę od dawna mam w planach, mam nadzieję, że niedługo uda mi się przeczytać :)
OdpowiedzUsuńPomyśleć, że Mudzio ma zamiast Krzyżaków Qvo Vadis (jakkolwiek to sie pisze)... my bedziemy mieć Krzyżaków później... ale za tą książkę sięgnę
OdpowiedzUsuńMam książkę na półce i już niedługo będę ją czytać :)
OdpowiedzUsuń