wtorek, 17 czerwca 2014

Podróże w czasie odmładzają

Tytuł: Nieskończoność
Tytuł oryginału: Everlasting. Der Mann, der aus der Zeit fiel
Autor: Holly-Jane Rahlens
Tłumaczenie: Klingofer Anna
Seria: Poza czasem
Wydawca: Literacki Egmont
Data wydania: 6 listopada 2013
Liczba stron: 456

"Czytanie sprawia, że człowiek czuje się połączony z doświadczeniami innych i dzięki temu mniej dziwny".
Jest rok 2264. Mroczna Zima już minęła. Średnia długość życia to sto pięćdziesiąt lat. Większość prac wykonują roboty. Ludzie posługują się mózgołączem, które pozwala im na zapisywanie wspomnień w globalnej bazie danych. Zaimek osobowy „ja” wyszedł z użycia. W tym stechnokratyzowanym społeczeństwie miłość jest czymś niepożądanym. Finn Nordstrom, dwudziestosześcioletni historyk i tłumacz martwego języka niemieckiego zostaje poproszony o zbadanie tajemniczego znaleziska – dziennika dziewczyny z XXI wieku. Tymczasem w innej czasoprzestrzeni Eliana odwiedza ulubioną berlińską księgarnię. Spotka w niej przystojnego mężczyznę, który nie wie… do czego służy guma do żucia. Co połączy tych dwoje? Niezwykła opowieść o uczuciu rodzącym się wbrew rozumowi. [źródło: lubimyczytac.pl]


Piękna okładka, wysokie oceny na lubimyczytac.pl i zachęcający opis. To musi być dobra książka! … Fail.

Po pierwsze, fabuła wcale nie jest taka interesująca, na jaką wygląda po opisie. Wydawca sugeruje w nim wspaniałą opowieść o wielkiej miłości na przestrzeni wieków. Ciężko mi się z tym zgodzić, dla mnie opis wyglądałby mniej więcej tak: Eliana w 2004 roku miała 14 lat i wtedy spotkali się po raz pierwszy, zgodnie z zasadami matematyki, w 2007 ma 17 lat. A on wciąż ma 26, bo sobie mieszka w 2065, do 2000' robi sobie wycieczki. Jak tak to opisać, to to brzmi jeszcze głupiej. Ale czekajcie, to jeszcze nie koniec. Finn wraca do swoich czasów, czeka u siebie dwa miesiące, potem wraca znowu do Berlina, tym razem później. Teraz ona ma 17 lat, on wciąż 26 (pierwszy raz ją spotkał jak miała 3 lata temu i to wcale nie jest dziwne, że od tego czasu w ogóle się nie postarzał) No i teraz jest wielkie love story. The end. Ja wiem, spec od marketingu ze mnie żaden, opis jest do bani, ale trafniej przedstawia to, o czym tak naprawdę jest książka. Czyli o niczym.

Z tym wielkim love story to też nie do końca prawda. Przez większość czasu główny bohater tylko siedzi i tłumaczy pamiętnik Eliany z „wymarłego niemieckiego”. Kiedy już czasami wychodzi z domu, myśli tylko o swojej pracy i nie zauważa, że atrakcyjna koleżanka usilnie stara się mu zaimponować. Podsumowując, Finn to wielki pracoholik i introwertyk. Takim facetom mówimy nie. 

Aaaaaa, już wiem! To love story miało być pomiędzy nim a Elianą! Kto by się przejmował biedną Rouge. Problem w tym, że miłość Eliany i Finna nosi znamiona pedofilii, ponieważ dziewczyna ma lat 13, Finn wiecznie 26. Dlatego później robi się trochę mniej niepoprawnie politycznie, ponieważ dziewczynie przybywa lat, chłopakowi oczywiście nie. Magia? Nie, podróże w czasie odmładzają :) Aha, i scena „erotyczna” skończyła się na zsunięciu ramiączka sukienki, potem były wymowne trzy kropki. Czyli wersja ocenzurowana. Rozumiem, że cały wątek romantyczny miał być poetycki, ale do mnie to po prostu nie trafia.

Kiedy w książce jest chociażby wspomniane (a tutaj jak wół na okładce, że rok 2667), że akcja toczy się w przyszłości, zawsze kluczową kwestią jest dla mnie to, jak autor przedstawia swoją wizję świata za jakiś czas. Pod tym względem na „Nieskończoności” również się zawiodłam, ponieważ autorka postanowiła przemilczeć kwestię tak ważną jak świat przedstawiony. Wprowadziła tylko kilka mądrze brzmiących neologizmów (transfokatory lunarne?), które nic czytelnikowi zresztą nie dają, skoro przecież nie zna ich znaczenia. Z nowinek technicznych pojawiają się tylko te cosie lunarne (wciąż nie wiadomo co to) i roboty kuchenne, które chodzą i same robią posiłki. A, no i Internet we łbie, ale to akurat byłoby całkiem fajne.

Kiedy skończyłam książkę, pomyślałam sobie tak: gruncie rzeczy „Nieskończoność” wcale nie była taka zła, ale niestety do bólu przewidywalna. W ogóle nie pokazano wizji przyszłości, nie było żadnych zamieszań w chronologii… Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że przez pierwsze 200 stron ciężko przebrnąć z uwagi na to, że kompletnie nic się nie dzieje. Ogólnie tak: ktoś chciał zrobić z Trylogii Czasu New Adult, ale nie wyszło.


MOJA OCENA: 3/10

10 komentarzy:

  1. hahah, kocham jak coś tak mocno hejcisz, stajesz się taka ironiczna ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Poza okładką nic mnie w niej nie urzekało, a po Twojej recenzji już wiem, że na pewno nie przeczytam...

    OdpowiedzUsuń
  3. O nie... A ja tak marzyłam o tej książce!

    OdpowiedzUsuń
  4. Będę omijać szerokim łukiem xd Nie lubimy pedofilii ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha, bardzo dobitna recenzja. Zdecydowanie nigdy nie sięgnę po tę książkę xD Koszmar.

    I przepraszam za ten spam, ale muszę o sobie przypomnieć, przepraszam! Wcześniej pisałam jako Olivia na zaczytana-zakochana.blogspot.com, a teraz po roku przerwy (ostatnia klasa, matura i te sprawy) przeniosłam bloga na http://gwyneirawolf.blogspot.com/ . Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętasz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo Twojej niskiej oceny - dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, ups. Przyznaję się, chciałam kupić. Dobrze, że tego nie popełniłam. Choć może dam książce jeszcze szansę - może znajdę ją w bibliotece, ale na pewno nie wydam na nią pieniędzy. :)
    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Też byłam nią zawiedziona, liczyłam na coś lepszego, ale dużo czasu minie zanim ukaże się coś równie dobrego jak Trylogia K. Gier.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam ochotę przeczytać tę książkę i, mimo Twojej niskiej oceny, pewnie kieeeeedyś to zrobię :) Będę miała kolejny dowód na to, że pisarze (pisarki) książek młodzieżowych nie chcą demoralizować swoich czytelników nieprzyzwoitymi scenami :D

    OdpowiedzUsuń

Oczywiście za każdy komentarz jestem niezmiernie wdzięczna, więc skoro już tutaj jesteś, zostaw po sobie ślad ;)