Tytuł: :Żelazny Król"
Oryginalny tytuł: "The Iron King"
Autor: Julie Kagawa
Tłumaczenie: Joanna Lipińska
Seria: "Żelazny Dwór" #1
Wydawca: Amber
Liczba stron: 351
Moja ocena: 9/10
„Można zginąć na tyle ciekawych sposobów: zostać nadzianym na szklany miecz, zaciągniętym pod wodę i zjedzonym przez kelpię, zamienionym w pająka albo krzak róży na wieki wieków...- spojrzał na mnie.- To co, idziesz?”
Od dłuższego czasu, moją ulubioną serią książkową nawiązującą do wróżek, wampirów i tym podobnych były „Dary Anioła” Cassandry Clare. Dzisiaj do grona książek, do których będę wracała z uśmiechem wkracza „Żelazny Król” autorstwa Julie Kagawy. Od czasów „Darów...” nie spotkałam się z książką łączącą humor i dużo akcji, a nawet jakąś tajemnicę. Taką powieścią jest „Żelazny Król”, o do czego za chwilę będę próbowała Was przekonać.
Za kilka godzin, Meghan Chase, z pozoru zwykła licealistka, skończy szesnaście lat. Nigdy się tym specjalnie nie ekscytowała, chociaż miło by było, gdyby jej mama przynajmniej raz o tym pamiętała. Jednak na to się nie zanosi, słodką szesnastkę przyjdzie jej uczcić wraz z Robbiem, jedynym przyjacielem. Ale kto by pomyślał, że Rob wcale nie jest wesołym kumplem, ani nawet człowiekiem? W dniu szesnastych urodzin Rob będzie musiał wyjawić jej prawdę, odkryć przed nią świat, o jakim nie śniła. Bo przeznaczeniem Meghan jest rozstrzygnąć wojny pomiędzy dwoma wrogimi sobie dworami elfów. Do tego dochodzi jeszcze tajemnicze zachowanie młodszego brata i już możemy wkraczać przez przejście w szafie do krainy Nigdynigdy.
Tak czytając opis, mam ochotę krzyknąć ‘Ale to już było!’. Co takiego jest więc z tej książce, że postanowiłam trzymać język za zebami?
Po pierwsze, Meghan na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od przeciętnej, czytadłowej bohaterki, na początku będącej szarą myszką, później przeżywającej swoje pięć minut sławy, jednak z miejsca zaskarbiła sobie moją sympatię. Lubię bohaterki potrafiące postawić na swoim, nie przejmujące się porażkami i niepowodzeniami. Chociaż Meghan radzi sobie nieco gorzej jeśli chodzi o na przykład walkę, trzeba ją było ciągle ratować z opresji, to i tak żywię do niej jak najbardziej ciepłe uczucia.
Kolejną postacią wartą uwagi jest dla mnie Robbie-Puk. Często mimowolnie uśmiechałam się, czytając dialogi z jego udziałem. Zastanawiałam się tylko, kiedy żarty pójdą za daleko i przyjdzie mu zastanowić się trochę poważniej. Co oczywiście nie oznacza, że go nie polubiłam. Jego zwyczajnie nie da się nienawidzić :)
Jak to w młodzieżówkach bywa, pojawiła się także druga postać męska, tutaj był to książe Zimowego Dworu, Ash. Skłamałabym, mówiąc, że go uwielbiam, chociaż nie raz zdarzyło mi się unieść kąciki ust przy czytaniu jego dialogów z Robinem Koleżką, z bądź co bądź, ale największym wrogiem. Początkowo Ash wydawał mi się oziębły (pochodzenie zobowiązuje...) i nie wart uwagi. Później na szczęście coś się pozmieniało i z dumnego bufona stał się całkiem sympatyczny.
Na potrzeby tej recenzji, przeprowadziłam wśród moich znajomych maleńką sondę; zapytałam się z czym kojarzy im się elf. Pierwszym skojarzeniem większości był Disneyowski ‘Dzwoneczek’. Na początku ja również spodziewałam się czegoś takiego, ale ostatecznie uważam elfy pani Julie Kagawy za połączenie wróżek ze „Skrzydeł Laurel” z elfami z książek Melissy Marr. Mieszanka dosyć wybuchowa – piękno z czyhającym wszędzie złem...
Julie Kagawa postawiła sobie trudne zadanie. Osobiście uważam, że stworzenie całkiem nowego świata nie jest proste, ale autorce udało się to znakomicie. Kraina Nigdynigdy łączy w sobie motywy z „Alicji w Krainie Czarów”, „Opowieści z Narnii”, czy „Snu nocy letniej”. Nie obeszło się także bez aspektów zaczerpniętych z ludowych wierzeń i korzeni w mitologii.
Oczywiście wiem, ze takie miejsce istnieć by nie mogło, dlatego bałam się, ze Nigdynigdy będzie mi zalatywało kiczem i wyda mi się mało realistyczne. Na szczęście, tak się nie stało, aż sama się sobie dziwię, bo miałam wrażenie, że wystarczy otworzyć drzwi szafy, przestąpić próg, by zanurzyć się w tym niezwykłym świecie.
Byłam zaskoczona szybkością, z jaką autorka wprowadziła nas w opisywane wydarzenia. Zważając na wymyślony świat, spodziewałam się obowiązkowych kilku rozdziałów, o tym, jak gówna bohaterka poznaje nowo odkrytą krainę, a tu z miejsca zostałam rzucona w wir wydarzeń. Podróż oczywiście bezpieczna nie jest; Meghan na swojej drodze spotyka zarówno złe, jak i dobre stworzonka. Do tych drugich należy chociażby Grimalkin (co prawda, jest kotem, ale czy to w czymś przeszkadza?), czyli postać bardzo ... specyficzna.
Narracja prowadzona jest tradycyjnie w pierwszej osobie, odczucia, jak i przebieg wydarzeń relacjonuje nam sama Meghan. Styl autorki idealnie współgra z fabułą, a barwne opisy pozwalają nam wyobrazić sobie wszystkie postacie oraz odwiedzane miejsca. Miejscami pojawiały się zabawne stwierdzenia, dialogi czy wypowiedzi. Nie lubię się nie zaśmiać czasami przy czytaniu książki, więc dla mnie to duży plus.
Podsumowując mój długaśny wywód (mam nadzieję, ze nie zasnęliście po drodze...), myślę, że „Żelazny Król” to książka wybijająca się z szeregów dzisiejszych paranormali. Dzieło pani Kagawy ujmuje prostotą i zaskakuje nieprzewidzianymi zwrotami akcji. Podobno przebieg wydarzeń można przewidzieć, ale przy lekturze przekonałam się, że nie zawsze. Pozycja od razu trafia na listę moich ulubionych. Na każdej ze stron widać magię, która otula każde czytelnicze serce. Do tej pory nie przepadałam za wróżkami, ale z każdą przewróconą stroną moje nastawienie się zmieniało i myślę, że będę coraz częściej zwracać uwagę na książki o tej tematyce.
Jedyne, co mi teraz pozostało, to rekomendacje. Komu mogę polecić „Żelaznego Króla”? Z pewnością będą to fani gatunku, ale według mnie, każdemu przyda się chwila wytchnienia w świecie Nigdynigdy.
Narobiłaś mi ochoty :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam "Dary Anioła", a skoro stawiasz "Żelaznego króla" na równi z tą serią, to jak mogłabym sobie odmówić lektury..? Muszę się porozglądać za tą książką. :>
OdpowiedzUsuńNie wiem jak innych - mnie przekonałaś. Przy najbliższej okazji na pewno sięgnę po tę powieść - świetna recenzja!
OdpowiedzUsuńAaaj, chcę! ;D
OdpowiedzUsuńBardzo chcę tą książkę przeczytać, zwłaszcza po tak świetnej recenzji;)
OdpowiedzUsuńMam tę serię w planach:)
OdpowiedzUsuńOj recenzja jak najbardziej ciekawa i pozytywna. Wciąż poluję na tę książkę ale jakoś nie chce ona wpaść w moje ręce..:> Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOjee zdecydowanie się zgadzam. Ja jestem zakochana w książce, Ashu i Puku, nie umiem sobie wyobrazić, życia bez nich w sercu. Cały świat tak niesamowicie wykreowany.. ah czekam zniecierpliwiona na następną część!
OdpowiedzUsuńUwielbiam tę powieść. A Ash - książę z bajki. Nie mogę się doczekać kolejnej części.
OdpowiedzUsuńUwielbiam tę serię, przeczytałam na razie 2 tomy (po angielsku, żeby było szybciej) i chyba moim najulubieńszym bohaterem jest oczywiście Grimalkin :D:D
OdpowiedzUsuńMoim chyba też :) Przecież to, że jest kotem, wszystko tłumaczy :D
UsuńChyba nie dla mnie ;) Choć książka interesująca.
OdpowiedzUsuńZapraszam też do mnie - percowato.blogspot.com
Niedawno ją nabyłam i czekam tylko na moment kiedy będę mogła się za nią zabrać ;) A Twoja recenzja chyba to przyspieszy ;)
OdpowiedzUsuńMusze przeczytać, bardzo podoba mi się okładka. Pozdrawiam i zapraszam do mnie.
OdpowiedzUsuńŻelaaaazny Króóóól! <3
OdpowiedzUsuńGrimalkin to mistrzostwo, ale nie od dziś wiadomo, że świat dzieli się na ludzi, zwierzęta i koty. Sama chciałabym mieć własnego, ale mój pies ma alergię na wszystko co się rusza a nie jest człowiekiem. :<
Znalazłam w bibliotece tą książke :D w końcu ją przeczytam, ale się ciesze
OdpowiedzUsuńJest tak pełno książek o paranormalnej tematyce, że bardzo ciężko jest już chyba wymyślić coś oryginalnego w tej kategorii. Jednak Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania powieści Julie Kagawy, rozejrzę się jeszcze za wspomnianą przez Ciebie serią Dary Anioła.
OdpowiedzUsuńKsiążka mi tak bardzo jak Tobie nie przypadła do gustu. Historia wydała mi się mało oryginalna, ponieważ znalazło się w niej za dużo motywów zaczerpniętych z takich pozycji jak "Sen nocy letniej" czy też nawet "Opowieści z Narnii. Autorka jedynie oparła swoją historię na czyimś pomyśle, a to dla mnie nie jest żadną sztuką.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze uwielbiam Dary Anioła. Po drugie uwielbiam paranormal. Po trzecie... muszę się zabrać za tę serię! ;D
OdpowiedzUsuńKocham tę serię *_* Ash <3
OdpowiedzUsuńSporo słyszałam o tej książce i bardzo chciałabym ją przeczytać, trzeba się w końcu zaopatrzyć. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńNie, nie zasnęłam. Za to coraz bardziej chcę miec tę książkę!
OdpowiedzUsuńPoczątek faktycznie strasznie oklepany, ale skoro tak zachwalasz, to może faktycznie warto sięgnąć :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńStrasznie chcę ją przeczytać :)
OdpowiedzUsuńWszyscy tak polecają, może rzeczywiście warto przeczytać ;)
OdpowiedzUsuńJa też nie zasnęłam.:) Książka-BOSKA (choć nie do końca ani nawet do połowy nie przeczytana,ale strasznie mi się podoba, a twoja recenzja-CUDOWNA. No i w końcu dowiedziałam się kto to jest Ash.;)
OdpowiedzUsuńRewelacyjna książka, z tego co widzę :) Muszę, po prostu muszę to przeczytać :)
OdpowiedzUsuń