czwartek, 1 sierpnia 2013

Zapiski (pod)różne, czyli Marcepankowa wyjechała na wakacje (II)

"Zapiski (pod)różne" będzie to cykl pseudo-recenzji, a raczej mini-opinii o książkach, które przeczytałam będąc poza domem, na jednej z wakacyjnych wypraw. Wszyscy wiemy jak trudno wtedy o komputer, a do tego jeszcze dostęp do Internetu. No cóż, cudów nie ma, ale trzeba sobie jakoś radzić. Właśnie dlatego powstał ten cykl.Duszę bezlitosnego recenzenta zostawiłam w domu, dlatego nie spodziewajcie się tutaj opinii bardzo krytycznych, raczej delikatnie zasugeruję, która książka podobała mi się bardziej niż pozostałe. Dobra, przejdźmy do konkretów. Reguły (albo ich brak) "wyjdą w praniu."



Santa Olivia to miasteczko, które dla większości ludzi nie istnieje. Nie ma go. W rzeczywistości znajduje się w strefie buforowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Meksykiem. Jedynymi osobami mogącymi opuścić zapomniane przez wszystkich miasto są żołnierze. Carmen Garron żyła tutaj od zawsze, bez szansy na ucieczkę…
 Heloł, to miała być opowieść o niejakiej Loup. Pomyliłam książki? Ale nazwisko się zgadza, może jeszcze nie jest ze mną tak źle. Czytam dalej. I rzeczywiście, kilka rozdziałów później pojawia się główna bohaterka. Nie jest to jeszcze początek akcji właściwej, gdyż ta zaczyna się dopiero, gdy Loup dorasta. Duża luka w czasie nie jest ogromnym problemem, ponieważ ten okres autorka przeznaczyła na swego rodzaju wprowadzenie. Szkoda, że tak naprawdę jest to jedyna większa możliwość na zapoznanie się ze scenerią, bo od tego momentu Carey kurczowo uczepiła się głównej bohaterki, więc jesteśmy zmuszeni do zadowolenia się obecnością Loup. Nie, żeby był to jakiś ogromny problem, ale szkoda, ze autorka nie poświęciła więcej miejsca na opisy scenerii, która, jak sami pewnie przyznacie, jest ciekawsza niż niepozostawiający po sobie wielkiego wrażenia bohaterowie. Oczywiście, opowiadając o Loup, autorka mimowolnie kreśli otoczenie tej bohaterki, jednak dla mnie było to wciąż za mało.
Podsumowując, Santa Olivia nie jest powieścią złą. Jak każda, ma swoje plusy i minusy, jednak z pewnego konkretnego powodu z pewnością zapamiętam ją na dłużej. Nie jest to wyszukany, pełen polotu język, ale morał, który za pomocą niego przekazała Jaqueline Carey. Santa Olivia to książka o cierpieniu, zniewoleniu i nieodpartej chęci wolności. Z tą myślą chciałabym Was zostawić, a ja tymczasem rozejrzę się za innymi powieściami tej autorki.

Moja ocena: 8/10

Rozdarta - Amanda HockingPamiętacie, co pisałam o „Zamienionej”? Nom, ja też nie. A to chyba nie wróży dobrze jej kontynuacji. Chociaż, z tego, co sobie przypomniałam przed jej lekturą było to, ze przecież tak źle z kolei też nie było. Dobrze, a w takim razie, co mam zrobić z „Rozdartą”? Z pewnością najpierw przeczytać. A później napisać, że także i w tym przypadku nie było tak tragicznie. Ale perfekcyjnie też nie. Koniec gadania, przejdźmy do konkretów. Tak naprawdę, w przypadku drugiego tomu serii o Wendy wciąż nie ma się specjalnie nad czym zachwycać, jednak jest kilka elementów, które ratują tę serię. A na przykład sam pomysł na społeczeństwo Trylli. W tej części dowiemy się więcej o tej krainie rodem z bajki oraz jej mieszkańcach. Jednak żeby nie było zbyt różowo, na drodze Wendy pojawią się nowe tajemnice, czy problemy, którymi trzeba się zająć, co czyni akcję wartką i niezatrzymującą się w miejscu. Tak naprawdę, cały czas się coś dzieje, co w połączeniu z lekkim językiem sprawia, że lektura jest szybka i przyjemna.
O, nie ponarzekałam jeszcze na wątek romantyczny. Czas najwyższy. W tej części relacje uczuciowe Wendy przechodzą na wyższy poziom, bo teraz aż 3 (słownie: trzech) facetów interesuje się naszą główną bohaterką. Czy to już nie jest lekka przesada? Na całe szczęście, autorka nie skupiła się tylko i wyłącznie na życiu miłosnym Wendy, co pozwala cieszyć się lekturą bez ironicznego uśmieszku na twarzy.
No, to tyle, jeśli chodzi o „Rozdartą”. Powiem tak: szału nie ma, ale też nie jest najgorzej. Jak dla mnie, najważniejsza jest wartka akcja, którą tutaj rzeczywiście znalazłam, więc czuję się nawet usatysfakcjonowana kontynuacją „Zamienionej”.

Moja ocena: 7/10


Kroniki krwi - Richelle MeadNatomiast doskonale pamiętam, jak bardzo zachwycałam się Akademią Wampirów Richelle Mead. W tamtym okresie miałam już poniekąd dość wampirów i całej tej ich otoczki, ale ktoś tak bardzo polecał twórczość tej autorki, że nawet i ja się skusiłam… i przepadłam. Wszystkie sześć tomów przeczytałam jednym tchem i nawet w tym krótkim czasie bardzo szybko zżyłam się z Rose i jej przyjaciółmi. Dlatego byłam trochę zmartwiona, że Rose nie będzie już dłużej główną bohaterką. Przecież Akademia Wampirów bez tej dampirzycy to już nie to samo… Okazuje się, że to było nie potrzebne, bo Sydney doskonale spisuje się w roli narratora w Kronikach Krwi. Wychodzi na to, że po prostu tak uwielbiam styl pisania Mead, że już mi naprawdę wszystko jedno :D I chyba nawet jest w tym jakaś cząstka prawdy, bo nie potrafię znaleźć wad w jej książkach. Świetnie wykreowani bohaterowie (a zwłaszcza Adrian!), główna bohaterka, mimo ze miejscami denerwująca z tymi swoimi uprzedzeniami, wciąż da się lubić; genialnie rozpracowana akcja, zawiła intryga. I nawet wątek miłosny mi nie przeszkadzał. No, czego chcieć więcej?
Podsumowując, dzisiejsze zestawienie zamykam inaczej niż poprzednie, ostatnia z opisywanych książek jest tą najlepszą. Serdecznie polecam nawet tym niezdecydowanym i gwarantuję, że styl pisania Richelle Mead przypadnie Wam do gustu. Jedna tylko mała uwaga; zalecam wcześniejsze zapoznanie się z Akademią Wampirów, gdyż przeczytanie o tych wydarzeniach samemu będzie o niebo lepsze od zadowolenia się wystarczającymi, aczkolwiek krótkimi wstawkami. Dużo lepiej korzystać z nich tylko w ramach przypomnienia :) Książek Mead przecież nigdy za wiele!

Moja ocena: 10/10

13 komentarzy:

  1. Santa Olivia z chęcią bym przeczytała. A trylogię trylle mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kroniki krwi na pewno przeczytam, bo Akademię Wampirów uwielbiam i jak Ty, uważam, że Mead nigdy nie za dużo:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęłam czytać "kroniki krwi", ale nie za bardzo podobała mi się ta książka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiedziałam, że kontynuacja Akademii Wampirów wypada tak dobrze, muszę poszukać w bibliotece ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam zamiar przeczytać książkę "Rozdarta". Mam też nadzieję, że spodoba mi się bardziej od ciebie :P
    Prowadzisz świetnego bloga, myślę, że częściej będę tu wpadać :]
    Odwiedzisz mnie, dopiero zaczynam ? http://ksiazkowyskarbiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mead nigdy nie za wiele! Czytaj "Złotą lilię" bo zaraz we wrześniu już premiera trzeciego tomu :)
    "Rozdartą" czytałam a jeszcze mam finałową część do doczytania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, już nawet przeczytałam i tylko czekam na Magię Indygo :)

      Usuń
  7. chyba nic dla mnie...
    a tak właściwie, to gdzie Ty jesteś na tych wakacjach? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie nigdzie (w sensie, w domu). Te mini-recenzje piszę na bieżąco kiedy jestem "wyjechana", przyjeżdżam do domu i stąd wrzucam, bo na wyjeździe trudno o Internet :)

      Usuń
  8. Chętnie przeczytałabym "rozdartą" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny pomysł na wakacyjny cykl postów :) Czekam na kolejne i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na urlopie zupełnie odcięłam się od komputera. Co prawda teraz mam milion zaległości, ale jednak było warto :) Toteż pisania mam od groma, ale się nadrobi :)

    OdpowiedzUsuń

Oczywiście za każdy komentarz jestem niezmiernie wdzięczna, więc skoro już tutaj jesteś, zostaw po sobie ślad ;)